Kwiaty- jak zacząć?

Ostatnio myślę, aby zacząć bardziej interesować się kwiatami. Nie mam ich za dużo w domu. w zasadzie to do mnie należą storczyki, które dostałam 2 lata temu na urodziny i skrzydłokwiat z zeszłych urodzin.

Nigdy nie miałam ręki do kwiatów. Nie żebym ich nie lubiła.Uażam wręcz, że dom z wieloma kwiatami wygląda pięknie. Ale reki do nich nie mam zawsze mi więdły  bardzo szybko. Ale ze storczykami mi się udało :) Są już dwa lata :) Skrzydłokwiatem miałam różne chwile, ale znalazłam w kuchni dla niego chyba idealne miejsce bo bardzo ładnie zaczą mi się trzymać. Teraz myśle o zakupie jakiś kwiatów. Zaczynam powoli się wczytywać w internecie jakie kwiaty sa najprostrze w utrzymaniu i znalazłam min. bluszcz domowy, cissusy, scindapsus. Mam nadzieje, że uda nam się w najbliższym czasie jakiegoś kupić. Myśleliśmy o kupnie dużego kwiatka, ale chyba się z tym strzymam i na razie kupie ze dwa do sypialni i takie zwisające(pnącza). Ale nie wiem za bardzo od czego zacząć. Ale wiem, że to moje nowe postanowienie. Poznać się na kwiatach i zazielenić trochę ten nasz dom :)

I kto by pomyślał dwa lata temu, że tak mnie one zaciekawią ? Ale co z tego wyjdzie… nie wiadomo :) Mam nadzieje, po jakimś czasie nie zwiędną… :)

 

Domowe SPA- SODA

Postanowiłam wypróbować „przepisy” na domowe kosmetyki. Z produktów dostępnych raczej w każdym domu. Na pierwszy rzut idzie soda oczyszczona.

1. Peeling z Sody

2 łyżeczki sody

trochę wody

Mieszamy, aż powstanie gęsta ciapka ( można dodać  więcej sody w razie potrzeby). Nakładamy ją na twarz bądź stopy i czekamy, aż zaschnie. Następnie wilgotna ściereczką ściągamy specyfik z danego obszaru ciała. Peeling działa oczyszczająco, wygładzająco, ściąga nam martwy naskórek i rozświetla skórę.

Moje doświadczenie

Więc tak jeżeli chodzi o nałożenie tej mieszanki na twarz, działa naprawdę dobrze skóra była gładka, miękka tak jak po normalnym peelingu. Ale jeżeli chodzi o stopy, wielkiej różnicy nie widzę. Owszem stały się gładsze, ale to minimalna i chwilowa zmiana. Raczej nie opłaca się nakładać peelingu na stopy chyba, że w momencie kiedy chcemy utrzymywać gładki stan naszych stóp. Moje jak na razie są w kiepskiej formie, gdyż brzuszek przeszkadza mi trochę w dbaniu o nie. Jeśli chodzi o twarz warto go wykonać co jakiś czas :)

2. Soda na zgagę

To akurat nie należy do dziedziny kosmetyki, a raczej medycyny, ale stwierdziłam, że warto wspomnieć.

Jedną łyżeczkę sody należy rozpuścić w pół szklanki wody. A następnie wypić. Nie należy tej metody stosować zbyt często raczej jednorazowo. podobno nie leczy ona zgagi jedynie łagodzi na jakiś czas dolegliwość.

Moje doświadczenie.

Kiedyś spróbowałam tej metody i zadziałała także, jeżeli akurat nie macie nic na zgagę pod ręką, a złapał was zgaga  to polecam.

W tym momencie mojego życia niestety zgaga dokucza mi cały czas jednak obawiam się zastosować tej metody w obawie o zdrowie dziecka i własnego. Ale już nie długo i te dolegliwości się skończą :(

3. Płyn do higieny jamy ustnej z sody

Płyn przygotujesz rozpuszczając 1 łyżeczkę sody w szklance letniej wody. Płyn do płukania ust przygotuj codziennie świeży. Kilkakrotnie wypłucz usta płynem,  a następnie wypłucz czystą wodą. Taki płyn odświeży oddech, zneutralizuje kwasy atakujące szkliwo i usunie nieprzyjemny zapach z buzi

Moje doświadczenie

Czuć odświeżenie, ale efekt jest minimalny. Dodatkowo pozostawia nie przyjemny posmak.  Wole jednak zostać przy normalnych płynach do płukania ust. Ewentualnie wykorzystać ten sposób, gdy zabraknie mi produktu.

4. Soda jako produkt (peeling) do mycia rąk

Ostatnio znalazłam gdzieś w Internecie poradę , aby zamiast mydła stosować do mycia sodę bądź dodać do mydła łyżeczkę sody.

Moje doświadczenie

Działa jak peeling do rąk, czyli oczyszcza, wygładza, ściąga martwy naskórek. Wszystko co peeling ma w swoim zastosowaniu. Moim zdaniem warto wykonać taki peeling dwa razy w tygodniu.

Kupuję używane rzeczy

W dzisiejszym poście chciałabym was zachęcić do kupowania używanych rzeczy. Nie chodzi o używane ciuchy w lumpeksach, chociaż tam tez można znaleźć prawdziwe perełki. Chodzi mi bardziej o rzeczy, które można znaleźć na takich stronach jak olx, czy allegro. A nawet na złomie.

Postanowiłam pokazać wam co  dopadliśmy na olx i na złomie

OLX

Na olx udało nam się upatrzyć dwie zabawki dla Szymka

1.Pies na biegunach

Ogólnie szukaliśmy konia na biegunach. Ale udało nam się znaleźć psa Pluto. Koszt takiej zabawki w sklepie wynosi ok. 165 zł, a nawet więcej. Nam udało się go kupić za 65 zł. A jest praktycznie nowy, nie ma żadnych śladów użytkowania. Także udało nam się jak ślepiej kurze ziarno :)

 

2. Tablica

Tablica jest dwustronna, po jednej stronie mamy normalną tablice do pisania kreda, a po drugiej pisakiem i jest ona jakby to ująć namagnesowana? Po prostu można na niej przyczepiać magnesy. Z tego co się orientuje koszt takiej tablicy to ok 100 zł, a my kupiliśmy ją za 35 zł. Co prawda jest ona różowa, ale Marek miał ja przemalować na biało. Tylko czasu niestety ostatnio nie było. Ale jeszcze zdąży :) Tablica jest solidna, ma mocne deski, nie przewraca się.

NA ZŁOMIE

1. Rower do ćwiczeń.

Mój mąż lubi od czasu do czasu zajechać na złom.  Popatrzeć tam za czymś do samochodów. Ale nie raz wypatrzy jakąś rzecz dla nas, do domu. Rower kupił za 15 zł. Mówił, ze tylko jakiś pasek  z niego spadł i wystarczyło go założyć . W sklepie taki sprzęt wynosi ok 100- 150 zł

Na używane rzeczy można także patrzeć na facebooku. Bardzo często zakładane są strony Kupie, sprzedam w danym mieście. Ja  należę do takich paru stron. I czasem  można coś tam wypatrzeć. A także na targu, przynamniej u nas jest taka przestrzeń na, na której sprzedają wyłącznie używane rzeczy. I czasem coś ciekawego, taniego i w dobrej jakości można coś znaleźć. Nie zapominajmy o różnego rodzaju sklepach z używaną odzieżą, w nie których takich miejscach znajdują się także dodatki do domu…

Top 5 polskich komedii

Dzisiaj przychodzę do was z zestawieniem polskich filmów, które według mnie warte są obejrzenia. Postanowiłam, że opisy będą podlinkowane pod każdym punktem, a ja napiszę tylko swoją opinie. ponieważ każdy raczej kojarzy te filmy. A jeśli nie, to po prostu wejdziecie sobie w link i możecie przeczytać opis :)

1.LISTY DO M 1 i 2

Opis filmu LDM1 i LDM2

W tym przypadku trochę oszukuje system, ponieważ wspominam o dwóch filmach. A raczej o dwóch częściach tego filmu. Są to luźne filmy, idealne na okres świąteczny. Zabawne, wzruszające, smutne tak w trzech słowach mogę je określić i to połączenie zapewnia nam idealny rodzinny wieczór. Obie części są świetne mi jednak pierwsza część bardziej się podobała. Bardziej chwytająca za serducho, wywołująca łezkę wzruszenia.

2.ŚNIADANIE DO ŁÓŻKA

Opis filmu

Nie jest to jakaś genialna komedia romantyczna. Ale nie należy też do totalnego dna. Zbyt wiele tez nie ma co się po nim spodziewać dwoje ludzi się spotyka, między nimi pojawiają się jakieś niesnaski, ale po pewnym czasie zakochują się w sobie. Po prostu taka luźna komedia.  No i dobór aktorów  moim zdaniem to strzał w 10.

3. NIE KŁAM KOCHANIE

Opis filmu

Po pierwsze gram w nim jedna z moich ulubionych aktorek Marta Żmuda Trzebiatowska, uwielbiam ją oglądać. Podoba mi się jej gra aktorska. Mamy ciekawie obsadzone główne role. Podupadający biznesmen  i dziewczyna od kwiatów. Dwa różne światy, a jednak coś miedzy nimi sie dzieje. Jak dla mnie jedna lepszy polskich komedii romantycznych. Dodatkowo mamy tu piękne, romantyczne sceny na krakowskim rynku :)

4.TYLKO MNIE KOCHAJ

Opis filmu

Film który już dawno oglądałam, ale jak ktoś by się zapytał o fajną polską komedie to ona jako pierwsza pojawia mi się w głowie. Dlaczego? Co tu dużo mówić. Julia Wróblewska w roli małej Michaliny skradła cały film i co trzeba to po prostu zobaczyć. Jest to jak na razie najlepsza polska komedia jaką widziałam :)

5. Dzieńdobry, kocham cię

Opis filmu

Najnowsza polska komedia, którą udało mi się oglądnąć. Choć Długo nosiłam się zamierzeniem oglądnięcia jej, ale albo nie było jak, albo nie miało się ochoty. W końcu mi się udało. Moje pierwsze wrażenie po oglądnięciu to „Myślałam, że będzie lepsza”. Jednak jakaś zła nie była. Komedia jak komedia, chodzi oto, żeby nas zrelaksowała, rozśmieszyła, odciągnęła od codziennych trosk. Ta może nie była najzabawniejszą komedią, ale miło się ją oglądało. Trochę przewidywalna. Ale coż… ja dużo od polskiej komedii już od dawna nie oczekuję…

Opisy podlinlowane z wikipedii

Powrót do domu

Od paru dni jestem już w domu, ale dalej leżę i biorę leki. Na szczęście jest to już 36 tydzień, czyli 9 miesiąć. Coraz bliżej końca. Jutro mam wizytę kontrolną więc pewnie coś postanowimy wziązku z lekami, żeby nie przedobrzyć i później nie przenosić ciąży. Ale też nie chce urodzić zbyt wcześnie chociaż mówią, że od 36 tygodnia można rodzić. Ale wiadomo im dłużej dzidziuś w brzuszku do tego 40 tygodnia tym lepiej.

Mnie męczy już brak ruchu, brak konkretnych zajęć. Mam ochotę na takie generalne porządki, chętnie bym wzystko pomyła, powywalała, żeby na koniec cieszyć się tą czystością domu. Niestety jeszcze długo nic z tego, na pewno dopiero po porodzie, ale w tedy będą z pewnością inne zajęcia. Ta ochota to może jak to mówią chęć przygotowania domu na przyjście nowego członka rodziny. Podobno kobiety w ciąży tak mają. Albo już z tego ciągłego leżenia. Ale prawda jest taka, ze już mnie nosi, chciałabym gdzieś pójść coś porobić. Dzisiaj może zabiorę się za przeglądanie ciuszków dla małej z Szymka, co się nada, a co nie. Oczywiście jeżli nadal będę się dobrze czuła…

PS. Kocham moje miękkie łóżko i kołdrę, pod dwóch tygodniach na szpitalnym łóżku przykryta kocem. W moim łóżku czuje się jak w niebie :)

Zanim się pojawiłeś- Jojo Moyes

O CZYM JEST KSIĄŻKA

 

26 lenia Lou traci prace w kawiarni. Po pewnym czasie poszukiwań trafia do domu Traynorów jako opiekunka niepełnosprawnego Willa. Mężczyzna ma porażenie czterokończynowe.   Will przed wypadkiem był bogatym bankierem, lubiącym sporty ekstremalne oraz podróże. Jego życie diametralnie się zmieniło. Nie widzi już sensu swojej egzystencji. Postanawia dokonać samobójstwa w klinice w Szwajcarii.  Rodzina nie chce się z tym pogodzić. Jednak udaje im się wynegocjować okres 6 miesięcy, pod czas, którego mają nadzieję, ze młody Traynor zmieni zdanie.

Praca miedzy Lou a Willem zaczyna się ciężko, ale po pewnym czasie zdołają odnaleźć nić porozumienia. Gdy panna Clark dowiaduje się prawdy o zamiarach niepełnosprawnego biznesmena postanawia zrobić wszystko, aby zmienił zdanie..

Książka napisana jest prostym do czytania językiem. Nie zawiera skomplikowanych nazw związanych z medycyną, których byśmy nie rozumieli. Głównym narratorem jest Lou Clark, jednak  autorka w nie których rozdziałach zmieniała narratorów min. był nim pielęgniarz Natan, Ojciec Willa czy siostra Lou. Chociaż w innych książkach podobał mi się ten manewr tu wydaje mi się zbyteczny. Wolałabym jednak czytać całą historie z punktu głównej bohaterki.

Pomysł na książkę był naprawdę świetny. Wywołała wielkie WOW w internecie wszyscy polecają przeczytać tę historię. Ja też uważam, ze jest dobra. Jednak trochę mnie zawiodła zabrakło mi w niej tego romansu miedzy głównymi bohaterami. Niby się pojawił. Ale dla mnie jakby mało zauważalnie. Jak na to co oglądałam i czytałam o niej w Internecie. Spodziewałam się po prostu czegoś więcej. Jednak nadal uważam, ze książkę jest warto przeczytać. Nawet się popłakałam  pod czas czytania. Tyle, ze ja bym bardziej rozwinęła wątek romansu tych dwojga. I książka byłaby idealna.

Jak wiadomo taka książka pozwala spojrzeć na swoje życie w inny sposób. Pozwala nam dostrzec rzeczy, których na co dzień nie zauważamy. Jak wielkie szczęście mamy mogąc  cieszyć się zwyczajnym życiem…

Pojawiła się oczywiście ekranizacja książki. Dlatego pewnie jest takie wielkie BOM na tą książkę. I podobno film jest dużo lepszy od książki, a jest to rzadkością. Zobaczymy jeszcze nie oglądałam, ale ma zamiar to zrobić w najbliższym czasie także oczekujcie o nim wpisu :)

Prawo jazdy- Uczucia

ADREANALINA- STRACH POMIESZANY Z PODNIECENIAM

Pierwsze jazda, strach, poniecenie. Robie coś nowego, ja jeżdżę autem :) WOW. Początkowe uczucia były bardzo pozytywne. Cieszyłam się, że zaczęłam coś nowego. Czułam ta adrenalinę, wiecie jekie to uczucie, aż unosisz się w powietrzu. Oczywiście bałam się, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Więc trochę było ciężko pokonać strach. Ale udało się… Jeżdżąc nie miałam pojęcia co się dzieje :)

RADOŚĆ. SZCZĘŚCIE.

Zaczynając kurs cieszyłam się, ze robie coś dla siebie, coś nowego. I nie ukrywając, cieszyłm się też, że trochę się wyrwę z domu. Spotkam z ludźmi:) Razem z moją koleżanką wybrałyśmy się na ten kurs więc miałyśmy okazję się odczasu do czasu spotkać i pogadać :D

STRACH

Przyszedł też czas na prawdziwy strach, czyli EGZAMINY. Każdy już po zdaniu prawa jazdy powie wam, że nie ma się czego bać. Łatwo się mówi prawda? Ale wiele z tych osób powie wam, że przed żadnym innym egzaminem nie czuli takiego strachu i już nigdy nie chcieliby go powtarzać. Jest ciężko przed każdą kolejną próba. Ale jak już siedzisz w aucie stres powoli opada. A jeżeli traficie jeszcze na fajnego egzaminatora to zacznie z wami rozmawiać, aby rozładować napięcie :) Mimo wszystko oni naprawdę są ludźmi :)

ZAWÓD

Uczucie zawodu. Nie udało się. Odczułam 8 razy i jest to straszne uczucie. Towarzyszy mu przygnębienie ,smutek, rozczarowanie, a nawet załamanie.  I ciężko sobie z nim poradzić. Radziłam sobie z nim oglądając pierdoły, szukając towarzystwa i pocieszenia. Tak naprawdę z każdym kolejnym zawodem traciłam nadzieję na zwycięstwo.

Po nie zdanym egzaminie tak naprawdę towarzyszżą etapowo różne uczucia. Najpierw jest już wspomniany zawód, załamanie, ogólnie totalna rozpacz, następnie motywacja nadzieja, chęć dalszych prób, kolejno strach przed następnym egzaminem i wielka nadzieja, żę tym razem może się uda.

Jak sobie z tym radzić? Nie wiem? Ja oglądałam głupoty w Internecie i obtaczałam się ludźmi szukając pocieszenia. Pewnie wiele z nich już irytował temat niezdanych egzaminów.

W TRAKCIE EGZAMINU

Najpierw strach, nadzieja. Później nic już się nie myśli tylko jedzie, a pod koniec znowu nadzieja, ze nie zrobisz nic głupiego. Zwłaszcza jak widzisz przed sobą już ten napis WORD.

A PO…?

Co tu wiele mówić wielkie nieograniczone szczęście :)

Wypis. A jednak nie…

Mieli mnie wczoraj wypisać, praktycznie już się wypis szykował. Czekałam jak zwykle do ok. 12. A tu łapneły mnie z powrotem skurcze i zostałam :( Niestety mówią, ze ze dwa dni mnie potrzymają jak będzie dobrze to wyjdę, ale teraz nawet nie robie sobie nadziei. I chyba dam wszystkim znac dopiero jak w ręce będę miała wypis.

Ale najgorsze nie jest to, że muszę tu być, ani to, że musze tylko leżeć i nie mam nic do zrobienia. Chociaż to, ze nie mogę nic konkretnego zrobić jest męczące. Ale najgorsza jest tęsknota za Szymonkiem. Nawet nie wiedziałam, że mogłabym za nim tak bardzo tęsknić. Myślałam, że już będę mogła go przytulać i mówić mu jak go kocham i jak tęskniłam, ale to jeszcze nie pora. Wczoraj przepłakałam pól dnia, ciężko było się uspokoić trochę z tęsknoty, trochę z tego, ze jednak miałam już wychodzić, ale najbardziej bałam się, ze zacznę rodzić.

Lekarz powiedział, ze jakbym zdążyła wyjść to mogłabym tego samego dnia wrócić na porodówkę. Więc dobrze, ze wszystko zaczęło się w szpitalu. Także jeszcze trochę trzeba wytrzymać. Lekarze mówią, ze 34 tydzień to nie jest tragedii rodzić, ale jednak lepiej by było to przetrzymać jeszcze trochę jak się uda. Ze dwa tygodnie chociaż żeby przeszło na ten 9 miesiąc to już będzie dobrze…

Ogólnie zauważyłam przez ten pobyt dużą zmianę we mnie jaka byłam zanim miałam dziecko, a jaka jestem teraz. Zauważyłam, ze cały czas myślę tylko o tym żeby zobaczyć tego małego szkraba i boje się, że jednak on może zapomnieć o mnie, czy będzie na mnie zły. Nie wiem takie głupie myśli. No ale nie ma mnie już cały tydzień… :(

Irytujące stwierdzenia na temat porodów

Znam takie dwa. I naprawdę zaczęły mnie już irytować.

Pierwszy taki wymysł ludzki to, że w danym szpitalu lepiej nie rodzić bo nie wiem niebezpiecznie w nim jest czy cos. Lepiej gdzie indziej. I mówią to osoby, które jeszcze nigdy nie rodziły. Ja w tym swoim szpitalu rodziłam i nie narzekam. Oraz z tego co słyszałam w innych nie jest inaczej. Żeby jakoś lepiej czy coś. Oczywiście czasem bywają jakie s komplikacje, ale to może zdarzyć się w każdym innym szpitalu. Naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie twierdzą, ze źle się tu rodzi. Że lepiej w większym mieście, zwłaszcza, że słyszałam, ze tam nie ma takie opieki np. przy dziecku po porodzie jak tu. Ponieważ tam jest więcej pacjentek i tak naprawdę musisz sobie wykupić położną. Najbardziej irytujące jest to, ze wyrażają się  w ten sposób ludzie, którzy jeszcze nie mają styczności z porodówką… Stwierdzenia, ze tu bywają jakieś komplikacje od czasu do czasu. Ale powiedzcie mi, gdzie to się nie zdarza?

Drugie takie stwierdzenie związane jest z porodem w 7 miesiącu. A dokładniej brzmi ono w ten sposób: ” Lepiej urodzić w 7 niż w 8 „. Ja się pytam jaki ma to sens? Przecież im dłużej dziecko w brzuszku tym więcej organów się rozwija i każdy dzień jest na wagę złota. Przecież im więcej dziecko zdąży się rozwinąć tym lepiej. Skąd ludzie to biorą?

Szpital

Niestety wylądowałam w szpitalu. Jak już wcześniej wspomniałam pojawiły się u mnie bóle brzucha. Okazuje się, ze grozi mi przedwczesny poród. I jest to naprawdę poważna sprawa, gdyż dzisiaj kazano mi dać dwa zastrzyki na przyspieszenie rozwoju płucek dziecka. Co prawda lekarka mówiła, że nie będzie to miało żadnego negatywnego wpływu jeżeli donoszę ciążę. Ale jeżeli jednak dzidziuś ze chce wyjść wcześniej na pewno pomoże. Mam leżeć praktycznie większość czasu, najlepiej cały czas. Nie wiem co myśleć, ale wcześniej nie dostawałam żadnych zastrzyków w sensie poprzednie ciąży, więc chyba sprawa naprawdę wyglądanie nieciekawie… :(

Ja nie wiem zawsze coś się dzieje z Szymonkiem także leżałam cały czas tyle, że przez większość ciąży, a tu jednak problemy zaczęły się dużo później. Strasznie się martwię bo nie chce za wcześnie urodzić. Boję się, ze może być coś nie tak.

Nie wiem jak długo będę w szpitalu, ale już mi się tęskni za moim synkiem. Mam tylko nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Na razie zostaje mi tylko leżeć, czytać książki, oglądać filmy i czasem coś nastukać na blogu. Niestety chociaż mam Wi-Fi Internet wolno działa. To pewnie przez to, że dużo osób na nim siedzi. Ale nie ma co narzekać bo i tak dość szybko chodzi jak na te warunki.

Także życzcie mi powrotu do zdrowia, a ja zabieram się za czytanie i odpoczywanie