Prawo jazdy- Uczucia

ADREANALINA- STRACH POMIESZANY Z PODNIECENIAM

Pierwsze jazda, strach, poniecenie. Robie coś nowego, ja jeżdżę autem :) WOW. Początkowe uczucia były bardzo pozytywne. Cieszyłam się, że zaczęłam coś nowego. Czułam ta adrenalinę, wiecie jekie to uczucie, aż unosisz się w powietrzu. Oczywiście bałam się, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Więc trochę było ciężko pokonać strach. Ale udało się… Jeżdżąc nie miałam pojęcia co się dzieje :)

RADOŚĆ. SZCZĘŚCIE.

Zaczynając kurs cieszyłam się, ze robie coś dla siebie, coś nowego. I nie ukrywając, cieszyłm się też, że trochę się wyrwę z domu. Spotkam z ludźmi:) Razem z moją koleżanką wybrałyśmy się na ten kurs więc miałyśmy okazję się odczasu do czasu spotkać i pogadać :D

STRACH

Przyszedł też czas na prawdziwy strach, czyli EGZAMINY. Każdy już po zdaniu prawa jazdy powie wam, że nie ma się czego bać. Łatwo się mówi prawda? Ale wiele z tych osób powie wam, że przed żadnym innym egzaminem nie czuli takiego strachu i już nigdy nie chcieliby go powtarzać. Jest ciężko przed każdą kolejną próba. Ale jak już siedzisz w aucie stres powoli opada. A jeżeli traficie jeszcze na fajnego egzaminatora to zacznie z wami rozmawiać, aby rozładować napięcie :) Mimo wszystko oni naprawdę są ludźmi :)

ZAWÓD

Uczucie zawodu. Nie udało się. Odczułam 8 razy i jest to straszne uczucie. Towarzyszy mu przygnębienie ,smutek, rozczarowanie, a nawet załamanie.  I ciężko sobie z nim poradzić. Radziłam sobie z nim oglądając pierdoły, szukając towarzystwa i pocieszenia. Tak naprawdę z każdym kolejnym zawodem traciłam nadzieję na zwycięstwo.

Po nie zdanym egzaminie tak naprawdę towarzyszżą etapowo różne uczucia. Najpierw jest już wspomniany zawód, załamanie, ogólnie totalna rozpacz, następnie motywacja nadzieja, chęć dalszych prób, kolejno strach przed następnym egzaminem i wielka nadzieja, żę tym razem może się uda.

Jak sobie z tym radzić? Nie wiem? Ja oglądałam głupoty w Internecie i obtaczałam się ludźmi szukając pocieszenia. Pewnie wiele z nich już irytował temat niezdanych egzaminów.

W TRAKCIE EGZAMINU

Najpierw strach, nadzieja. Później nic już się nie myśli tylko jedzie, a pod koniec znowu nadzieja, ze nie zrobisz nic głupiego. Zwłaszcza jak widzisz przed sobą już ten napis WORD.

A PO…?

Co tu wiele mówić wielkie nieograniczone szczęście :)

Prawo jazdy- Początek

Większość osób jak zbliża się do 18-stki myśli już o robieniu Prawa jazdy. Ale ja byłam w innej grupie. Tych co mówili, że w życiu nie zrobią prawa jazdy. Dlaczego? Myślę, że decydowały o tym cztery czynniki. Po pierwsze byłam nieśmiała. Co czyniło, że bałam się sama pójść na kurs. Drugą sprawą była nisko samoocena, ponieważ uważałam, że nigdy nie nauczę jeździć. Zwłaszcza parkować :) Trzecią był strach. Przerażało mnie to, że mogłabym kierować autem. A dokładniej brać udział w jakimś wypadku, a co gorsza stać się jego sprawcą. Czwartym czynnikiem były finanse i chociaż mama mówiła, ze mi dołoży ja jakoś twierdziłam, ze to za dużo tak na raz. Wiedziałam, ze to ok. 1500 zł na pewno trzeba i wiedziałam też, ze mamie byłoby ciężko to uzbierać. A tak naprawdę głownie strach i nieśmiałość spowodowały, że nie odważyłam się w tedy zrobić kursu.

CO SPRAWIŁO ŻE ZMIENIŁAM ZDANIE?

Już od jakiegoś dłuższego czasu myślałam nad tym, aby się odważyć zrobić to prawko. Myślę, że już od 2-3 lat tak mnie nosiło. Tylko brakowało mi impulsu. Którym stała się moja koleżanka. Gdy pod koniec grudnia powiedziała mi, ze myśli nad zrobieniem prawka. Zareagowałam impulsywnie i od razu powiedziałam: To idę z tobą. Pogadałyśmy z moim bratem i on doradził nam do kogo się wybrać, a nawet umówił nas na wykład :) Ponad to okazało się, że można mu wpłacać w ratach także tym bardziej byłam przekonana do tego wyboru. Wiedziałam, ze będzie nam łatwiej spłacić ten kurs w taki sposób :)

Przed pójściem na kurs już długi czas nosił mnie brak realizowania się w jakikolwiek sposób. Tak naprawdę po urodzeniu dziecka, po raz pierwszy nie chodziłam do żadnej szkoły, ani pracy. Na początku nie odczuwało się tego. Z wiadomego powodu, dziecko było czymś nowym w naszym życiu. Wszystko co działo się po porodzie było nowością  do czego człowiek musiał się przyzwyczaić i odnaleźć w nowej sytuacji. Jak już do tego doszło poczułam, że zaczęłam stać w miejscu nie wiedziałam co ze sobą począć. Założyłam bloga, zaczęłam interesować się wyszywaniem, patrzyłam na jakieś kursy… Więc był to bardzo dobry czas, aby w końcu zdobyć tą nową umiejętność. No i padło na Prawko i bardzo się z tego cieszę :)

PIERWSZE WYKADY I JAZDA

Dla mnie i mojej koleżanki były po prostu czymś relaksującym. Biorąc pod uwagę to, że mamy obie dzieci. Także takie wyrwanie się możliwość spotkania bez dzieciaków. Spokojnego poplotkowania było jak wybawienie :)

Później były pierwsze jazdy. Bardzo stresujące. Bałam się ich zwłaszcza, ze byłam całkowicie zielona w prowadzeniu samochodu. Ale dowiedziałam się też, że tak naprawdę wiele osób udaję się na kurs z niczym. A miałam wcześniej inne wrażenie. Myślałam, ze większość osób raczej coś przed kursem próbowało jeździć. A ja jednak miałam ze dwie próby przed kierownicą i to dobrych parę lat temu. Tak naprawdę wiele razy chciałbym aby mąż albo brat wzięli mnie gdzieś, abym mogła popróbować jazdy. ale jakoś zawsze kończyło się na gadaniu…

Idę Do Szpitala? Odebrałam Prawko :)

 CIĄŻA

Ciąża rozwija się prawidłowo, dziecko jest zdrowe. Ja też czuje się dobrze oprócz zgagi którą mam codziennie. I to taka silna, że aż sprawia niesamowity ból. Jak Szymusiem byłam w ciąży to też miałam. Ale tak pod koniec bardziej. Dzidziuś mi się rusza jak nie wiem. Cudowne uczucie :) Wierci się nieraz, tańce odprawia, ze hohoho :) Ale lekarz wysyła mnie do szpitala. Ponieważ mam grupę krwi minusową musze brać jakiś lek. Teraz takie dziwne zalecenia. Ale ten lek kosztuje 450 zł na receptę. Więc raczej pacjentki wysyłają do szpitala na 3-4 dni. Gdzie podają ten lek. Także miedzy 28-30 tygodniem, czyli za trzy tygodnie jadę na wakacje do szpitala. Zapewne spędzę ten czas na czytaniu książek. W końcu będę miała dużo wolnego czasu. Chciałam pojechać w tym roku do Krakowa na jeden dzień. A wychodzi chyba z tego, że nigdzie się nie wybierzemy. Za to będę miała wakacje w szpitalu :/

PRAWO JAZDY

Odebrałam prawo jazdy i już jeździłam. Mam problem trzymaniem się swojego pasa. Albo jadę za bardzo przy poboczu, albo wyjeżdżam na środek. Ale wydaje mi się, że to dlatego, że to mamie się wydawało, ze zaraz w jadę do rowu, a tak naprawdę chyba byłam dalej od pobocza. Tylko od strony pasażera tak się wydaje. A  w tedy odbijałam ku środkowi i naglę znajdowałam się na środku. Bo jak z mężem w sobotę jechałam to nie miałam tego problemu. Raz mi tylko zwrócił uwagę abym bardziej w prawo odbiła….

Niestety w naszej rodzinie zdarzył się wypadek. Nic na szczęście się nie stało poważnego tylko auto zostało trochę skasowane. W mojego kuzyna ktoś po prostu  wjechał. A czemu o tym wspominam. Bo zaraz po tym Marek stwierdził, żebym na razie lepiej za dużo nie jeździła bo nigdy nie wiadomo. Jak tak wjeżdżają w ludzi…  Tak tylko jak jeżdżę jako pasażer to też może przydarzyć się wypadek czy jak idę poboczem. Też ktoś mógłby wjechać. Trochę mnie to zdenerwowałam. Bo po co ja tyle stresu przechodziłam? Jak zaczęłam mówić swoje to trochę zmiękł i powiedział, ze nie vhodzi mu, że w ogóle, mam nie jeździć ale też nie często… wiadomo martwi się i tyle, ale po tylu stresach, żebym teraz zostawiła auto i miała kolejny dokument do kolekcji. Chyba nie oto w tym chodziło nie :)

Dalej nie zdałam- koszmar…

Wyjechałam na miasto, tym razem udało mi się pokonać łuk. Ale wszystko źle szło. Robiłam błąd za błędem. Aż w końcu egzaminator musiał mnie przesadzić. Myliłam kierunkowskazy, mało pewnie jechałam, przejeżdżałam zjazd w który miałam wjechać. Nie wiem, szczerze mówiąc poddałam się nawet nie ustaliłam kolejnego egzaminu. Ale jutro ma to zrobić mój instruktor. Egzaminator doradził mi, żebym na razie odpuściła i najpierw urodziła i później na spokojnie zrobiła. Bo nie potrzebnie dziecko narażam na stres. Pewnie ma racje i trochę jeszcze pojeździła. Żebym praktyki złapała.  Ale Marek namówił mnie żebym jeszcze raz spróbowała. Trochę pojeździła z instruktorem i może się uda. Szczerze mówiąc mam już dość. To była 3 próba i jeździłam koło 30 minut. Nie chce się już stresować i żyć w tym stresie i myśląc o tym prawku. Chwilami żałuje, ze teraz zaczęłam.

Z jednej strony Marek, moja mama itd. mają racje, żeby się nie poddawać. Bo później wyjdę w tej wprawy, i będzie ciężej. Z drugiej ten facet miał racje wykańcza mnie ten stres… Chciałabym podejść do tego całkowicie na luzie… Ale chyba nie potrafię…

A taka ciekawostka z ciąży od 17 zaczęłam czuć ruchy dziecka :)

Pierwsza godzina za kółkiem

W poniedziałek, o to było wczoraj… Byłam na pierwszej jeździe jak już wam pisałam :) Postanowiłam zdać krótką relację z tego wydarzenia w moim życiu.

PRZECHODZĄC DO SEDNA

Jeździłam przez około godzinę. Najpierw po placu, a właściwie to bardziej bym powiedział, że po parkingu. Gdyż jeździłam koło zaparkowanych aut. Na początku instruktor powiedział mi co i jak z fotele, światłami, biegami itd. Po czym ruszyliśmy. Przez chwile tak jeździłam po tym hmm? parkingu? Po czym pan obok mnie stwierdził, ze mogę wyjechać na ulice. Moje myśli: On chce się zabić ? Życie mu nie miłe? Wyjechałam na te uliczny ruch i jeździłam uliczkami. Oczywiście kierunkowskazy mi się myliły. Ale prawdziwe trudności miałam na rondzie.

UŚMIECHAJĄCA SIĘ PANI

Pan instruktor: Zwolnij popatrz czy nic nie jedzie, włącz prawy kierunkowskaz DO GÓRY . I skręć w prawo. Mówił coś dalej ale ja już nie rozumiałam po czym wcisnął hamulec albo sprzęgło, a raczej to i to . Gdyż zwolniliśmy i się zatrzymaliśmy przed pasami. Po których chciała przejść pewna pani. Która mimo to, że chciałam może nie ją potrącić, ale przynajmniej zajechać jej drogę, to się do nas uśmiechnęła :) Ktoś mi może powiedzieć do jasnej…. kto wymyślił aby zaraz przy rondzie były pasy Praktycznie skręcasz w prawo i są pasy… 

MŁODZI NIEROZWAŻNI

Kolejna situacion. Jadę sobie L-ką dla podkreślenia na czerwono L-ką a tu wchodzą mi pod auto, znaczy przed auto młodzi, nierozważni, wolni, cieszący się życiem chłopacy. I co ja mam zrobić . Wydaje mi się, że wcisnęłam sprzęgło i trochę zwolniłam i w tym czasie zdążyli przejść. A może wcisnęłam na hamulec nie jestem pewna. Ale gdzie trzeba mieć głowę, żeby wchodzić przed auto, którym kieruje osoba nie mająca do tej pory nic z tym wspólnego… Ok, ktoś może zapytać A skąd mieli wiedzieć? Już mówię. A raczej pisze. Jechała L-ka jest duże prawdopodobieństwo, że osoba kierująca L-ką może nie potrafić prowadzić auta. Dziwne???

POZOSTAŁOŚCI

Po za tymi dwoma sytuacjami. To jeździłam zygzakiem, zgasło mi auto na skrzyżowaniu, mijałam przepraszam wyprzedzałam rowerzystę, przyspieszyłam na zakręcie, wjeżdżałam na przeciwny pas. Myślę, że poszło mi dobrze, nikogo nie zabiłam, nie trącnełam, nie spowodowałam kolizji, wypadku ani nic… :)

Kolejna jazda w czwartek o 14:00

Młoda mama zdaje prawo jazdy

WYKŁAD – NAUKA

Jak już wspominałam postanowiłam pójść na kurs. Jestem juz po drugim wykładzie. Na pierwszym, pomyślałam: Co ja tu w ogóle robię? Po drugim poczułam się pewniej. A wczoraj rano skorzystałam z płytki, która otrzymałam. I rozwiązałam dwa razy egzamin, za każdym razem otrzymałam zbyt małą liczbę punktów. Weszłam na bazę lekcji i tak przerobiłam 74 pytań z znaków ostrzegawczych, zrobiłam koło 4-5 błędów. W bazie lekcji mamy 32 działy, czyli zostało mi jeszcze 31… A także książka, która już czytam zostało mi dwa działy do końca. Ale wiadomo muszę ją przerobić jeszcze raz jak nie więcej… Nie wiem jak to zrobię czuję przesilenie organizmu… :)

JAK SIĘ TO ZACZĘŁO…

W zasadzie to nie planowałam zdawać prawa jazdy. Zawsze twierdziłam, że nigdy tego nie zrobię… ( co prawda był okres, gdy z pewna koleżanka gadałyśmy, ze razem byś,my poszły, ale na gadaniu się skończyło) Przed Nowym Rokiem spotkałam się z inna koleżanką, a ona wspomniała, że będzie robić. A ja pod wpływem chwili To ja ide z tobą. I to był początek decyzji, po nowym roku stwierdziłam, że biorę sprawy w swoje ręce i pierwsza do niej zadzwoniłam z zapytaniem czy idziemy. Mój b\rat umówił nas  z prowadzącym zajęcia, gdyż go zna. W czwartek tydzień temu poszliśmy na pierwsze zajęcia. Koszt to 1200 zł ale można płacić mu w ratach :)

CO NAJPIERW…

Na samym początku należy zrobić badania, zdjęcie i iść z tym do komunikacji. dostaje się wtedy jakby zezwolenie na robienie P. Jazdy przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Więc koszt badania to 200 zł Ja już mam to za sobą. Badanie wygląda w ten sposób,że wypełniasz ankietę w której  są zawarte pytania o wzrok, słuch zdrowie itp. Bardzo często na tym lekarze kończą. Ale w rzeczywistości powinni jeszcze mnie przebadać Tak jak w moim przypadku. Najpierw badanie na hmm? równowagę? nie wiem w każdym bądź razie polega na tym aby przy zamkniętych oczach dotykać palcami wskazującymi na zmianę nosa. Następnie przy zamkniętych oczach utrzymać równowagę na lewą, a później na prawej nodze. Osłuchuje ci płuca i ogląda nogi na tym konie. Jeszcze przed pielęgniarka sprawdza ci ciśnienie, robi ci badanie na cukier  sprawdza wzrok… Mi to zeszła w godzinę z czekaniem w kolejce.

Koszt zdjęć mnie zaskoczył myślałam, że zapłacę ok 25 zł a kosztowały 40 zł 8-O  Wszystko co miałam w portfelu….  Zdjęcia które robiłam to te tzw. 5 minutówki, które trwał y pół godziny…

Więc między czasie poszliśmy do  komunikacji tam zeszło szybko, wypełniasz wniosek oczywiście jak czegoś nie wiesz pytasz w informacji. Następnie idę po bilecik ( przynajmniej u nas tak jest) I czekam aż mnie wywołają. W tym czasie mama poszła mi po zdjęcia. Miałam małego stracha bo wywołali mnie dosyć szybko a mamy jeszcze nie było. ale na szczęście jak na zawołanie pojawiła się w drzwiach :) Dałam zdjęcie zezwolenie od lekarza, dowód. Chwile czekałam w poczekalni, aż mnie znów wywołają mnie. Dali mi nazwijmy to zezwoleniem na kurs ( nie wiem jak się to nazywa prawidłowo) No i koniec.

WYCHODNE

Dzisiaj idę na 16 znowu na wykłady. Wygląda na to, ze będę je miała dwa razy wtorki i w czwartki… Śmiałyśmy się z Amanda, że mamy wychodne dwa ray w tygodniu :) Które będą nas kosztować 1200 zł :) Nie wiem czy zdam, jeśli chodzi o jazdę autem to jestem w tym zielona. No ale próbować warto.

Na koniec dodam, że koleżanka powiedziała mi, że liczyła na to, że z nią pójdę. Gdybym ja nie chciała iść to by też nie  poszła…