Dzień stracony przez pijawkę…

Już wam tłumaczę tytuł. Jak wiecie moja noga po wypadku nie może dojść do siebie. Zaproponowano mi postawienie pijawki. Na początku nie była  przekonana, ale po paru dniach stwierdziłam, ze trzeba spróbować. Tym bardziej, że przestałam widzieć poprawę. A miną już ponad tydzień od wizyty u lekarza i mam wrażenie, ze się nawet pogarsza. Także zanim zdecyduję się na operacje czy tam zabieg kolana. Postanowiłam zaryzykować. Dzisiaj postawił mi ją mój teściu, czyli tata Marka. Trochę swędziało, trochę piekło. Ale w sumie nie było tak źle. Nawet mnie to zaciekawiło i zaintrygowało. Dziwi mnie reakcja ludzi na to, ze się zgodziłam. Czyli zdziwienie. Zdziwił się min. mój mąż. Ale przecież o wielkiego. Oczywiście na początku nie chciałam bo wydawało mi się to po prostu obrzydliwe, ale trzeba próbować wszystkiego  prawda. Jeżeli jest jaka kolwiek szansa, że pomoże.

A czemu dzień jest tracony?

Od 11 praktycznie z miejsca gdzie pijawka się wbiła cały czas leci krew więc zacisnęłam, obandażowałam itd. i siedzę bo cały czas czuje,że leci. Na szczęście brat przyjechał i zajmuje się moim synkiem :)

Jednak na rodzinę można liczyć :)

Poczucie winy…

Czuje się winna, leżę na łóżku bo ciężko mi chodzić. Cały czas ktoś tam zajmuje się Szymkiem. A ja nie mogę wstać się nim zająć. Wszyscy pozmieniali priorytety, zostawili swoje prace prze ze mnie… Czuje się tak jak w tedy w ciąży bezużyteczna… Tyle, że wtedy nikt nie musiał poświęcać swojego czasu, teraz ktoś musi zajmować się Szymusiem dopóki nie dojdę do siebie. Z tego powodu jest mi strasznie głupio, źle i bezradnie. Chciałabym wstać i zająć się Szymkiem, ale ledwo dochodzę do łazienki… Co za koszmar. Ta bezradność wykańcza…

I jak pomyśle ile razy myślałam, że chciałaby tak sobie poleżeć i odpocząć od synka, żebym przez jakiś czas nie musiała wstawać, myśleć o kaszkach, kupkach, spacerach itd. I w sumie mam co chciałam, leże sobie. A inni zajmują się moim dzieckiem I przez to jeszcze gorzej się czuje. Jak ja tak mogłam myśleć ” O jak fajnie byłoby poczytać w spokoju książkę, czy oglądnąć coś. I co mam to i jakoś nie czuje się szczęśliwa. Czuje się tylko winna. Czuje, że narobiłam wszystkim kłopotu… Beznadzieja

Ale staram się wykorzystać czas w łóżku, trochę popracowałam nad zaległymi wpisami na bloga, tyle, ile daje rade to wyszywam i czytam książkę. Kropkować obrazu raczej nie dam dzisiaj rady. Oko mi strasznie spuchło (przez to tez dużo czytać nie mogę), noga i biodro nadal bolą chociaż mniej. Zaczęły mi dokuczać nudności i drętwienie. No i wszystko mnie męczy.

Noc była koszmarna, śniły mi się jakieś głupoty. Tyle, że budziłam się co jakiś czas z bólu. Nie mogłam się przekręcić. ciężko było mi zasnąć ciągle miałam to zdarzenie przed oczami…