Byłam chora…

Tydzień temu w niedziele się zaczęło. Ból mięśni gorączka. Cała niedziela przespana. Kolejne dni męczyłam się z kaszlem. Jakaś masakra. Myślałam, ze nigdy to się nie skończy… W piątek byłam u mojego ginekologa, który z kaszlem wysłał mnie do rodzinnego. A rodzinny rozłożył ręce, kazał mi pić dużo płynów i się wysypiać. WYSYPIAĆ!? Na początku wizyty podkreśliłam mu, że kaszel nasila się nocą i nie mogę spać, dodatkowo byłam z Szymusiem więc widział, że mam 2 letnie dziecko. Mógł się domyśleć, że oprócz kaszlu, dodatkowo dziecko nie daje mi się wyspać. A tyle co mógł to poradzić te dwie rzeczy.

Co mi zostało, leczyć się na własną rękę. Piłam syrop z cebuli, płukałam gardło szałwią( ono też mnie bolało) Ale kaszel nie ustawał na szczęście mąż kupił syrop dla kobiet w ciąży  i po nim mi zaczęło przechodzić. Naprawdę mamy super służbę zdrowia. Siostra Marka zdziwiła się, żę ginekolog  nie prezpisał, ani nie doradził, bo jak ona była w ciązy to jej lekarz ginekolog przepisał jej nawet antybiotyk jak była chora. Tyle, że ona chodziła prywatnie. Więc jak to często bywa wszystko kończy się na kasie…

Historia mojego poranka

Obudziłam sie chora. Ból głowy, zmęczenie, zimno itd. A tu dziś miałam jazdę, ale zacznijmy od początku. Jak zwykle rano próbowaliśmy z synkiem zjeść śniadanie. Później sie pokręciłam po domu nic nie robiąc jak to osoba chora. Zastanawiałam się czy nie zrezygnować z jazdy. Ale ostatecznie stwierdziłam, ze dam radę.

Jak już się ubrałam, zjadłam. Poszłam umyć zęby. Oczywiście Szymuś jak zwykle zabrał mi szczoteczkę. Powoli się zbierając do wyjścia, poczułam, że mój synek zrobił coś śmierdzącego do pampersa. Więc zabrałam się za przebranie. Gdy tylko rozpięłam pampersa, postanowił wstać. Wszystko było w… Powiedzmy to w kupie. Kanapa, on, jego ciuchy. Ale jakby tego było mało do tej kupy włożył moją szczoteczkę, ba moją NOWĄ szczoteczkę do zębów… Zdenerwowałam się, mały się rozpłakał. Zaczął się z tą kupą do mnie przytulać . Wyczyściłam wszystko, przebrałam go i siebie. No i poszłam na jazdę.

Jazdę miałam z innym instruktorem niż zwykle. Najpierw jeździłam jako pasażer 1,5 godziny. Moja koleżanka kierowała. Później zamieniliśmy się i po tej 1,5 godzinie ciężko było się skoncentrować, do tego ból głowy, zrobiła mi się nie dobrze. Jak się okazała ten drugi kierowca dużo mówi cały czas prawie. Ale jeśli chodzi o jakieś konkrety to w ostatniej chwili. Nie krzyczał, ale podnosił głos. I cały czas byłam zestresowana. O wiele bardziej wolę jeździć z tym wcześniejszym. Dzisiejsza jazda choć chyba już czwarta poszła mi najgorzej. Ale zobaczymy  może później będzie mi łatwiej. Jednak mam nadzieję, że częściej będę jeździć z Panem Mariuszem, niż tym co dzisiaj…

Jesienne porządki… (Grypa?)

W końcu i na mnie przyszedł czas. Wzięłam się za porządki. Stwierdziłam, że muszę sobie wszystko poukładać i zacznę od szafek, a skończę na planowaniu rozporządzenia swoim czasem i przewartościowanie nie których spraw.

W moim życiu codziennym powstał niezły bałagan. Sama nie wiem co kiedy robić. Zaczynam jedną rzecz, przerywam. Po czym zaczynam inna itd. W końcu powiedziałam dość. Ale żeby poukładać sobie dni, postanowiłam, że muszę najpierw posprzątać w domu. Dzisiaj sprzątnęłam dwie szafki (dużo nie :P mam się czym chwalić) Niestety moja nogę nie jest jeszcze do końca sprawna z każdym dniem było lepiej, ale teraz coś stanęło i przy nie których ruchach boli. Ale powoli idę do przodu.
Tak.zaczęłam pisać wczoraj prosta nie udało mi się bo dokończyć miał być pełen optymizmu… I będzie… tyle, że rozchorowałam się  się jest mi  nie dobrze i źle się czuje. Ale mam nadzieje, że szybko mi przejdzie i będę miała jak robić porządki i pisać optymistyczne wpisy na bloga, bo tylko tak postanowiłam myśleć. Niestety tym czasem muszę się położyć zanim Szymek wstanie i trochę odpocząć. Więc do zobaczenia po chorobie :)

PS. Zaczęłam rozwijać nową pasję, projekt nie wiem jak to nazwać na internecie, ale nie wiem jeszcze czy coś z tego wyjdzie. Ale trzymamy się pozytywnych myśli więc wyjdzie :)