To już tuż, tuż…

Gdy byłam w ciązy z Szymonem bałam się nowych rzeczy. Jak to będzie. Przeciez nigdy nie miałam dziecka, a ponadto z takimi malutkimi dziećmi igdy nie miałam kontaktu. Nie potrafiłam mówić do niemowlaków czy nawet do trochę starszych dzieci. Bałam się, że nie będę potrafiła rozmawiać z własnym synkiem. Gdy się urodził obawy nie odeszły. Przez tydzień był w inkubatorze także nie miałam go cały czas przy sobie. Jak do niego szłam to czułam strach. Bałam się, że jak się rozpłacze to nie będę wiedziała co mam zrobić. zwłaszcza, że nie wolni go było wyjmować. Ale po jakimś czasie dotarliśmy do siebie. Teraz nie widzę bez niego życia. :)

Pierwszy rok praktycznie kręcił się tylko wokół dziecka. Uczyliśmy się wszystkiego, pojawiły się kolki, ząbkowanie i inne sprawy. Teraz tuż przed porodem gtez odczuwam strach.  Jak t wszystko ze sobą zgram? Dwoje dzieci? Czy Szymek szybko zaakceptuje siostrę? Czy będzie się buntował ? Boje się porodu, żeby wszystko dobrze się skończyło, bez komplikacji i żeby dziecko urodziło się zdrowe. W tym mam największy strach. Idąc dalej martwię się czy ogarnę ten swój  „nowy” świat w taki sposób, żebym miała czas dla siebie. Przeczytać książkę, napisać coś na blogu, albo pobyć sama ze sobą tak po prostu. Na pewno na początku będzie ciężko zanim się zgramy w tej nowej sytuacji. Często rozprzestrzeniany jest fakt, że mając dzieci już nie masz własnego życia (jako pojedyncza osoba) Przy pierwszym to się nie sprawdziło. Wręcz przeciwnie, starałam się wykorzystywać swój czas ambitnie. Zauważyłam jak wiele czasu traciłam wcześniej mając go w 100 % dla siebie. Wiem, że teraz  czas, który miałam dla siebie, a nawet ten co mieliśmy wyłącznie z mężem dla siebie zmniejszy się. Ogólnie już przypominam sobie to karmienie, te zupki, początki. Ciekawe jak to będzie  zmusić do jedzenia dwójkę dzieci :) A może córeczka będzie grzeczniejsza ? I nie będzie nam dokuczać za bardzo ? Teraz ponadto Szymek uczy się spać na nowy łóżku bez kołysania. Jesteśmy już po pierwszej nicy i nie było źle. Ale  wiadomo jak pojawi się dzidziuś może zrobić się zazdrosny i się buntować. O by nie :)  Chciałabym, aby nauczył się też robić siku do nocnika, ale na razie trudno mu się pożegnać z pampersem. Jak macie na to jakieś sposoby to dajcie znać :)  Mam nadzieje, ze z biegiem czasu wszystko się unormuje i osiągniemy w tym wszystkim  równowagę :)

Teraz czekamy i czekamy na nasza córeczkę, ta końcówka ciąży jest naprawdę wykańczająca. W dzień, w dzień myślę może to już dziś. I tylko mam nadzieję, że będzie już po wszystkim i będziemy mogli cieszyć się naszym nowym życiem w czwórkę :)

Powrót do domu

Od paru dni jestem już w domu, ale dalej leżę i biorę leki. Na szczęście jest to już 36 tydzień, czyli 9 miesiąć. Coraz bliżej końca. Jutro mam wizytę kontrolną więc pewnie coś postanowimy wziązku z lekami, żeby nie przedobrzyć i później nie przenosić ciąży. Ale też nie chce urodzić zbyt wcześnie chociaż mówią, że od 36 tygodnia można rodzić. Ale wiadomo im dłużej dzidziuś w brzuszku do tego 40 tygodnia tym lepiej.

Mnie męczy już brak ruchu, brak konkretnych zajęć. Mam ochotę na takie generalne porządki, chętnie bym wzystko pomyła, powywalała, żeby na koniec cieszyć się tą czystością domu. Niestety jeszcze długo nic z tego, na pewno dopiero po porodzie, ale w tedy będą z pewnością inne zajęcia. Ta ochota to może jak to mówią chęć przygotowania domu na przyjście nowego członka rodziny. Podobno kobiety w ciąży tak mają. Albo już z tego ciągłego leżenia. Ale prawda jest taka, ze już mnie nosi, chciałabym gdzieś pójść coś porobić. Dzisiaj może zabiorę się za przeglądanie ciuszków dla małej z Szymka, co się nada, a co nie. Oczywiście jeżli nadal będę się dobrze czuła…

PS. Kocham moje miękkie łóżko i kołdrę, pod dwóch tygodniach na szpitalnym łóżku przykryta kocem. W moim łóżku czuje się jak w niebie :)

Irytujące stwierdzenia na temat porodów

Znam takie dwa. I naprawdę zaczęły mnie już irytować.

Pierwszy taki wymysł ludzki to, że w danym szpitalu lepiej nie rodzić bo nie wiem niebezpiecznie w nim jest czy cos. Lepiej gdzie indziej. I mówią to osoby, które jeszcze nigdy nie rodziły. Ja w tym swoim szpitalu rodziłam i nie narzekam. Oraz z tego co słyszałam w innych nie jest inaczej. Żeby jakoś lepiej czy coś. Oczywiście czasem bywają jakie s komplikacje, ale to może zdarzyć się w każdym innym szpitalu. Naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie twierdzą, ze źle się tu rodzi. Że lepiej w większym mieście, zwłaszcza, że słyszałam, ze tam nie ma takie opieki np. przy dziecku po porodzie jak tu. Ponieważ tam jest więcej pacjentek i tak naprawdę musisz sobie wykupić położną. Najbardziej irytujące jest to, ze wyrażają się  w ten sposób ludzie, którzy jeszcze nie mają styczności z porodówką… Stwierdzenia, ze tu bywają jakieś komplikacje od czasu do czasu. Ale powiedzcie mi, gdzie to się nie zdarza?

Drugie takie stwierdzenie związane jest z porodem w 7 miesiącu. A dokładniej brzmi ono w ten sposób: ” Lepiej urodzić w 7 niż w 8 „. Ja się pytam jaki ma to sens? Przecież im dłużej dziecko w brzuszku tym więcej organów się rozwija i każdy dzień jest na wagę złota. Przecież im więcej dziecko zdąży się rozwinąć tym lepiej. Skąd ludzie to biorą?

Koncert, Róża, Ból brzucha

Koncert

W niedziele byliśmy na koncercie brathanków. Niestety kiepsko grali, na początku same nowe piosenki, dopiero pod koniec zaczęli grać stare przeboje. A w dodatku okazało się, ze Halina Mlynkova już z nimi nie wystepuje, tylko jakaś inna ruda. Nawet nie wiedziałam. No i niestety ona nie ma już tego Powera w głosie co Halina. Ale w każdym bądź razie dobrze było się wyrawac do ludzi :)
image

Róża

Dostałam od Marka różę. Oczywiście kupił ją na koncercie od dziewczyny z różami. Na początku nie bardzo chciał mi ją kupić, ze względu na to, że nie chciało mu się do niej podchodzić. Siedzieliśmy na trybunach. I mówił mi, żee nie chce mi kupić, bo nie chce mnie zranic. Gdyż róża ma kolce i może mne kolnąć :) A to łobuz znalazł wymówkę. Ale Akurat w pewnym momencie dziewczyna z kwiatami przechodziła koło nas i wtedy wziął dla mnie te różę. A ja się mu odgryzłam żartująć, że jednak ze chcia mnie zranić:) Ale to wszystko oczywiście takie nasze żarciki… :)

Ból brzucha

Niestety w środę zaczęły mi się bóle skurczowe. Lekarz kazał mi leżec i dał leki. Mów, że jak nie przejdzie to szpital :( I kolejną ciąże mnie położyło. Z Szymkiem przeleżałam większą część ciąży teraz to już prawie końcówka. Ale jeszcze zostało mi 4 tygodnie do rozwiązania. Boję się urodzić wcześniej, niewiem co myśleć cały czas się martwię. Dzisiaj już nie odczuwam skórczy, ale pojawił mi się bół w biodrach, słyszałam, ze na tym etapie ciązy to normalne, ale sama niewiem. Na razie leżę, zobaczymy jak to wszystko się potoczy. W środę mam wizytę u lekarza, mam nadzieję, że do środy mi się polepszy…

Z ostatnich dni…

Zacznę od tego, że wróciłam ze szpitala w czwartek nie było źle odpoczęłam trochę się wynudziłam. Filmy, które sobie zgrałam nie odbierały mi to nic nie ponadrabiałam :) Za czytałam książki, ale jednak nie miałam dużej weny do tego udało mi się przeczytać niecałe trzy książki przez ten czas. Ale przynajmniej odpoczęłam

Przejdźmy do tego o czym chciałam pisać, a zatem o ciąży :) W szpitalu dowiedziałam się, ze będzie dziewczynka :) Teraz w głowie przelatują mi różne imiona, ale na razie nie zdecydowaliśmy się na żadne :) Jeszcze mamy ponad dwa tygodnie…

W ostatnim czasie w ciąży ogarniała mnie złość i chęć płaczu.Cały czas miałam ochotę płakać z byle powodu Byłam strasznie rozdrażniona i przewrażliwiona wszystko brałam dosłownie. I strasznie się przejmowałam wszystkim… Nie wiem czy to przez hormony, ciążę czy przez to, ze zaczynam przejmować się tym co będzie, porodem, jak to będzie  dwójką i czy wszystko będzie w porządku. Ale miałam straszny okres. Powoli mi na szczęście i mam nadzieje, że przechodzi :) Bo już wszystkiego się czepiałam dosłownie i chciałam tylko leżeć i płakać… Ale w sobota tak naprawdę wybuchłam przy wszystkich, a tak to emocje okazywałam tylko po cichu mężowi. A tedy coś pękło i połowę wieczoru przepłakałam. ale chyba tego mi było trzeba bo widzę, ze się uspokoiłam po tym wybuchu. Teraz mam nadzieję, ze będzie tylko lepiej

Jednak cały czas przejmuje się porodem i najbliższą przyszłością mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze…

Idę Do Szpitala? Odebrałam Prawko :)

 CIĄŻA

Ciąża rozwija się prawidłowo, dziecko jest zdrowe. Ja też czuje się dobrze oprócz zgagi którą mam codziennie. I to taka silna, że aż sprawia niesamowity ból. Jak Szymusiem byłam w ciąży to też miałam. Ale tak pod koniec bardziej. Dzidziuś mi się rusza jak nie wiem. Cudowne uczucie :) Wierci się nieraz, tańce odprawia, ze hohoho :) Ale lekarz wysyła mnie do szpitala. Ponieważ mam grupę krwi minusową musze brać jakiś lek. Teraz takie dziwne zalecenia. Ale ten lek kosztuje 450 zł na receptę. Więc raczej pacjentki wysyłają do szpitala na 3-4 dni. Gdzie podają ten lek. Także miedzy 28-30 tygodniem, czyli za trzy tygodnie jadę na wakacje do szpitala. Zapewne spędzę ten czas na czytaniu książek. W końcu będę miała dużo wolnego czasu. Chciałam pojechać w tym roku do Krakowa na jeden dzień. A wychodzi chyba z tego, że nigdzie się nie wybierzemy. Za to będę miała wakacje w szpitalu :/

PRAWO JAZDY

Odebrałam prawo jazdy i już jeździłam. Mam problem trzymaniem się swojego pasa. Albo jadę za bardzo przy poboczu, albo wyjeżdżam na środek. Ale wydaje mi się, że to dlatego, że to mamie się wydawało, ze zaraz w jadę do rowu, a tak naprawdę chyba byłam dalej od pobocza. Tylko od strony pasażera tak się wydaje. A  w tedy odbijałam ku środkowi i naglę znajdowałam się na środku. Bo jak z mężem w sobotę jechałam to nie miałam tego problemu. Raz mi tylko zwrócił uwagę abym bardziej w prawo odbiła….

Niestety w naszej rodzinie zdarzył się wypadek. Nic na szczęście się nie stało poważnego tylko auto zostało trochę skasowane. W mojego kuzyna ktoś po prostu  wjechał. A czemu o tym wspominam. Bo zaraz po tym Marek stwierdził, żebym na razie lepiej za dużo nie jeździła bo nigdy nie wiadomo. Jak tak wjeżdżają w ludzi…  Tak tylko jak jeżdżę jako pasażer to też może przydarzyć się wypadek czy jak idę poboczem. Też ktoś mógłby wjechać. Trochę mnie to zdenerwowałam. Bo po co ja tyle stresu przechodziłam? Jak zaczęłam mówić swoje to trochę zmiękł i powiedział, ze nie vhodzi mu, że w ogóle, mam nie jeździć ale też nie często… wiadomo martwi się i tyle, ale po tylu stresach, żebym teraz zostawiła auto i miała kolejny dokument do kolekcji. Chyba nie oto w tym chodziło nie :)

Dalej nie zdałam- koszmar…

Wyjechałam na miasto, tym razem udało mi się pokonać łuk. Ale wszystko źle szło. Robiłam błąd za błędem. Aż w końcu egzaminator musiał mnie przesadzić. Myliłam kierunkowskazy, mało pewnie jechałam, przejeżdżałam zjazd w który miałam wjechać. Nie wiem, szczerze mówiąc poddałam się nawet nie ustaliłam kolejnego egzaminu. Ale jutro ma to zrobić mój instruktor. Egzaminator doradził mi, żebym na razie odpuściła i najpierw urodziła i później na spokojnie zrobiła. Bo nie potrzebnie dziecko narażam na stres. Pewnie ma racje i trochę jeszcze pojeździła. Żebym praktyki złapała.  Ale Marek namówił mnie żebym jeszcze raz spróbowała. Trochę pojeździła z instruktorem i może się uda. Szczerze mówiąc mam już dość. To była 3 próba i jeździłam koło 30 minut. Nie chce się już stresować i żyć w tym stresie i myśląc o tym prawku. Chwilami żałuje, ze teraz zaczęłam.

Z jednej strony Marek, moja mama itd. mają racje, żeby się nie poddawać. Bo później wyjdę w tej wprawy, i będzie ciężej. Z drugiej ten facet miał racje wykańcza mnie ten stres… Chciałabym podejść do tego całkowicie na luzie… Ale chyba nie potrafię…

A taka ciekawostka z ciąży od 17 zaczęłam czuć ruchy dziecka :)

Święta, święta i po świętach…

Zauważyłam, że nie złożyłam wam życzeń na Wielkanoc. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że święta wam się udały :) Moje były spędzone na wyjazdach, więc z góry wiedzieliśmy i zrobiliśmy tylko dwa placki i jedna sałatkę… W domy spędzaliśmy tylko poranki i wieczory. Po kościele żurek i chwila taka dla nas, dla rodziny i o 13 już w drogę :) W pierwszy dzień odwiedziliśmy mojego tatę i rodziców Marka, a w poniedziałek do jego brata i mojej kuzynki. Wydaje mi się, ze fajnie spędziliśmy te święta. W sobotę wzięliśmy Szymusia na święcenie święconek. Miał ze sobą swój koszyczek :) I jak to na łobuza troszeczkę wariował w kościele, ale nie było tak źle jak to mój mąż opowiada :P Przed świętami było trochę stresu, jeszcze miałam testy na prawko, a nie wiem czy wspominałam testy zdałam jeszcze jazda została :) Ale bardzo się cieszę, ze miałam je z głowy na święta i nie musiałam siedzieć nad nimi i się stresować.

Ciekawi mnie jakie macie tradycje  w święta wielkonocna, u na żurek przez całe święta, pisanki ( u Marka np. nie było pisanek w ogóle nie farbowali jajek, ani nie malowali. Więc się dziwił dlaczego ja tak bardzo chce to zrobić…) No i lany poniedziałek, ale w tym roku było tak spokojniej z tym laniem, ale było spokojniej. Wiem, że nie których w święta sa chowane koszyczki z czekoladowami jajkami, zajączkami itd. Są one później szukane przez dzieciaki. Do tej pory o tym nie słyszałam. W tym roku dopiero doszło do mnie, ze istnieje taka tradycja. :) No i oczywiście nie powiedziałbym, ze to tradycja raczej obowiązek, należy zjeść  poświęcone jedzenie, a jeżeli się nie uda to je spalić… a i jeszcze u nas sa typowo rodzinne święta. Jeździmy po rodzinach, ab się zobaczyć z bliskimi … I u wszystkich sa jajka i sałatki. Nie mogę już patrzeć na sałatki z majonezem… :P

Miała zrobić wam zdjęcia jak to mi wszystko wyszło( z dekoracjami), ale nie znalazłam czasu. A teraz to nie bardzo ma sens. Może w następnym roku się uda. Chociaż wtedy będę miała dwoje łobuziaków :)

Jeśli chodzi o ciążę we wtorek byłam u lekarza wszystko jest w porządku. Doktor mówił, że powinnam już wyczuwać ruchy więc lada dzień powinnam już czuć. I wiecie co? Wydawało mi się, ze wczoraj przed zaśnięciem coś poczułam. Ogólnie wam powiem, że nie czuje się w ogóle jak bym była w ciąży. Marek parę dni temu zapytał się mnie ” A który to już miesiąc” A ja się zaśmiałam „O przypomniałeś sobie, ze jestem w ciąży” Z Szymkiem to cały czas coś było jeździłam do szpitala, co chwile do lekarza, leżałam w łóżku, czytałam o ciąży, dzieciach itd. Wiem, że to dlatego, ze to była pierwsza ciąża i nic nie wiedziałam i bardzo się tym przejmowałam. A teraz jest tak spokojnie. mija ten czas nie zauważony bo ty już 16 tydzień. To nie znaczy, ze się nie przejmuje, nieraz nachodzą mnie obawy czy wszystko będzie w porządku i jak to będzie z dwójką, czy sobie poradzę?

Pora zdradzić sekret złego samopoczucie

Jakiś czas temu pisałam wam, że codziennie wieczorem źle się czuje i coraz rzadziej pisze. W ogóle zniknęłam z blogsfery.

CZEMU?

Pora się przyznać jestem w ciąży :D Wydaje mi się , że jest to jakiś 8 tydzień. 23 we wtorek mam wizytę u lekarza więc będę wiedzieć dokładniej. Druga ciąża WOW… (była planowana także nie powinna by c dla mnie zaskoczeniem. A jednak… :))Jakoś to do mnie nie dociera. Choć już  nie mieszczę się w nie które spodnie :)

Gorzej, że ciągle się źle czuje i mam mniej siły na wszystko. Każdą możliwą wolną chwilę, gdy dobrze się czuje, staram się spędzać na rozwiązywaniu testów na prawko. W ogóle to mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze i będę mogła zdać prawko.

Nie wiem czy kiedy kolwiek wspomniałam na blogu, ale pierwsza ciążę spędziłam większości w łóżku. Ponieważ była zagrożona. Teraz nie wiem jakby to miało wyglądać z tym moim małym łobuzem.

MÓJ MAŁY ŁOBUZ

Wczoraj sobie wymyślił chodzić bez koszuli i nie dał sobie nic założyć. Dzisiaj też próbował, ale staram się odwracać od tego jego widzi misie uwagę. Nie wiem o co mu chodzi. Nie ma żadnych krostek ani zaczerwienień. Więc wydaje mi się, że tylko sobie tak wymyślił. Ale zaczął mówić tato, tauto na auto :) oraz koło i kawa :) W końcu już jakieś wyrazy…

Akceptacja… Po ciąży cz.1 Wygląd

DSCN3089

Ciężko było mi się z nimi pogodzić, zaakceptować je…

Robiłam wszystko co mogłam, aby im zapobiec, ale się nie udało. Mówiłam, że jestem brzydka, mężowi trułam, że już go nie pociągam, że już mu się nie pobadam. Chodziłam przygnębiona, szukałam zabiegów, kremów, sposobów, aby je trochę zmniejszyć. Mówią, że dopóki są one czerwone, fioletowe itd. to można ich zmniejszyć. Więc smarowałam się kremami, masowałam, pokrywałam nawet mąką ziemniaczaną. Nie wiem naprawdę nie wiem czy choć trochę się zmniejszyły. Teraz  już się rozjaśniły wiec nic więcej zrobić nie mogę jak je zaakceptować.

Zrobiłam to. OK nie jest to proste, nadal tęsknie za ciałem bez rozstępów. Mam je na brzuchu, piersiach, udach, a w wieku nastoletnim zrobiły mi się na pośladkach. Także rozstępowa  ze mnie dziewczyna :) Nie mówię, że je zaakceptowałam tak że już nigdy ich widok mnie nie łamie. Czasem poddaje się  i uważam, ze co ja się oszukuje… ale wiecie co nie można się tak traktować, jestem piękna mimo, że je mam. Zarówno nago jak i w ciuchach. Tak staje nocą przed mężem z rozstępami na wierzchu i wiem, ze jestem piękna i wy też, tylko trzeba to zauważyć. Myślicie, że wasz mąż, partner, chłopak, nie chce was już dotykać, kochać itd. gówno prawda w większości przypadków siedzi to w naszych głowach. Oni nawet by ich nie zauważyli, gdybyś my ciągle o nich nie trajkotali… Mąż mi tak powiedział, że jakbym o nich mu tak nie gderała to on by  nie zwrócił na nie uwagi. I tak oni mówią prawdę nadal jesteśmy piękne, nadal nas chcą, nadal im się podobamy i nas kochają, nawet jeśli obwisł na brzuch po ciąży, nawet z rozstępami i tym wszystkim co ciąża zrobiła z naszym ciałem. Zdaje sobie sprawę, że nie zawsze tak jest i że są faceci, którzy źle traktują swoje dziewczyny, żony… I nie wiem jak to jest mieć takiego partnera i co bym na miejscu tych kobiet zrobiła. Odpowiedz jest oczywiście prosta ZOSTAWIŁABYM dupka, ale wiem, że nie zawsze jest to takie proste. Co innego stwierdzić fakt, a co innego go zrealizować… Ale jeżeli jesteście w takiej sytuacji to wieźcie, że oni ne maja racji, jesteście piękne i warte więcej niż milion dolarów i pokażcie to innym.

DSCN3098

Potraktujmy nasze ciało jak mapę naszego, życia, te wszystkie defekty są piękne. Nie nie chodzę za ludźmi i nie pokazuje im: Hej patrz jakie mam piękne rozstępy   Wiem, że taki ktoś by mi nie uwierzył.:) Ale siedząc całymi dniami w domu i rozczulać się nad  tymi rozstępami to też nic nie da. Więc przeciwnie tylko stracę dużo wspaniałych chwil, bo przecież jak mogę pójść na plażę z rozstępami. A wiecie, że omeg i jak będę miała okazje to to zrobię.

To wszystko siedzi w nas, jeśli my przed samym sobą stwierdzimy, że jesteśmy zajebiście piękne, a te defekty są częścią mnie i czynią mnie wyjątkowa. Inną od pozostałych. Jeśli my będziemy siebie, uważać za najpiękniejsze to inni też będą nas tak odbierać, Naprawdę to tak działa. Przykład: Byłam na 50 twarzach Greya w kinie, (wiem, wiem, wiem macie już dość tego tematu…) gdy zobaczyłam aktora grającego głównego bohatera, pomyślałam, że przecież nie jest taki przystojny, mógłby być jakiś przystojniejszy. Ale jak zaczęła się ta gra te jego teksty do Any, zrobiło się z niego niezłe ciacho i w ciągu 5 min zmieniłam zdanie jest mega przystojny… Także widzicie to jacy wy jesteście, jak same siebie odbieracie,  odzwierciedla się w waszym wyglądzie. Trzeba nabrać trochę pewności siebie i dystansu, zaakceptować wady, których nie zmienimy.

W tej chwili  z związku z moim wyglądem największy problem mam z piersiami, (naprawdę to napisałam?) są na nich rozstępy, są niby większe niż wcześniej i takie troch jakby  „Sflaczałe”. A dobrać do nich stanik to jakiś koszmar…

To co pisze nie dotyczy tylko kobiet po ciąży, ale i przed, w trakcie, a także nastolatek tych starszych i tych młodszych oraz facetów. Tak naprawdę wszystkich, bo wszyscy mamy kompleksy tylko nie wszyscy umiemy sobie z nimi radzić. Najważniejsze to abyśmy je zaakceptowali i uwierzyli, że jesteśmy  piękni, warci wszystkiego co jest na tym świecie. Musimy po prostu zacząć od tego co dzieje się w naszej głowie, zaakceptować nasza sytuacje i jeżeli da się coś w niej zmienić no to działajmy… :)