Lawirowanie

Lawirowanie taki tytuł spokojnie może mieć wczorajszy dzień. A dokładniej lawirowanie, między dziećmi. No dobra każdy mój dzień może nosić taki tytuł. Ale wczorajszy to lawirowanie z prędkością światła, tragizm na ziemi, totalna otchłań ciemności. Jedno przestaje płakać drugie zaczyna, albo oboje naraz. Ok znowu się przyznaje mam tak prawie codziennie. Ale wczoraj moje siły przekroczyły zenitu. Nie miałam chwili dla siebie. Szymek złapał katar i nie bardzo chce mi jeść. Wczoraj mało co zjadł. Tylko pije herbatę, bo mleka też nie bardzo, a przecież lubi. Inhalacje trzy razy dziennie i myśl, aby bez antybiotyku się  obeszło. Wieczorem nie chce spać tylko do 23 siedzi, aż padnie. Dla tego jest zmęczony w dzień. Do tego zaczęła się zazdrość o Kamilkę. Próbuje mnie odciągać od niej jak ją karmie. Oczywiście próbuje mu to wszystko wytłumaczyć i czymś zająć. A w wolnym czasie od kruszynki próbuje jakoś poświęcić mu, żeby nie czuł się odrzucony. No cóż jeszcze chwilę taki czas potrwa. Mamy tylko nadzieje, że to się jakoś wszystko unormuje :) ale jakimś cudem udaje mi się trochę czasu uszczerbać na czytanie. Akurat czytam bardzo wciągająca książkę, na pewno w krótce o niej napiszę :) A tym czasem mam nadzieje, że dzisiejszy dzień będzie lżejszy :)

Śpji już, prosze cie…

Szymkowi chyba zęby wychodzą, albo już nie wiem. Mało śpi w dzień, pod wieczór to samo budzi się i nie śpi do 22:00. A w dodatku w nocy się budzi.

Ja juz nie wytrzymam nie dam rady, wczoraj płakałam i nie mogłam przestać. A w dzień jak się przebudził to się darł i darł nie wiedziałam co mam zrobić nerwy mi nie wytrzymywały. Wieczorem to samo. Jestem wykończona znowu zaczynam się bać usypiania i spania. Jestem pewna, że to przez zęby bo widać jeden się przebił. To parę dni z głowy mam. A muszę sobie wiele, rzeczy w komputerze uporządkować i nie mam na to czasu. Obiecałam wam filmik z wesela na którym byłam w kwietniu. Mam go już gotowy tyle, ale stwierdziłam, że nie bardzo mi się on podoba i chce go inaczej zmontować i nie mam na to czasu.

Właśnie zauważyłam, że mamy już 1 lipca Wakacje. Ja chce na Wakacje. Ja juz chyba nie mam Wakacji :(

Mam nadzieję, że dzisiaj już będzie spokojnie spał, ale wątpię w to…

Postanowiłam dowartościować się umysłowo i zaczęłam uczyć się hiszpańskiego i przypomnieć sobie język Angielski.

Trzymajcie kciuki za sen mojego synka i żebym nie zwariowała… 8-O

Ach ta codzienność…

Wczoraj miałam straszny dzień. Ogólnie cały tydzień mialam kiepski. Chodzę zmęczona i zła. Mieliście kiedyś tak, że najpierw zdenerwowaliście się na dziecko i podnieśliscie głos na niego, a później chodziliście z poczuciem winy, bo przecież on jest jeszcze malutki i nec nie rozumie. Ale jak się drze na okrągło i pcha swoje malutkie rączki tam gdzie nie trzeba, nie chce zasnąć, chociaż trze te oczka, które się zamykają. Ale ten mały diabełek nie zaśnie. Czasem mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. Nie raz uda się zacisnąć zęby i jakoś to przemija.

Dziecko wywraca świat do góry  nogami. Ma się mniej czasu dla siebie. Nie da się przespać normalnie całej nocy. Nie raz kładę się spać ze strachem, że zaraz się obudzi i będę musiała wstać. A ubieranie go na pole to jakaś masakra nie raz jest spokojny i super, częściej się wydziera jakby go bito czy co. nie chcę mi się czasem brać go na pole, bo jak pomhyśle, że muszę przez to przechodzić.

A ostatnio nie chce spokojnie siedzieć w wózku i w trakcie spacerze zaczyna się złościć, drzeć i muszę go brać na ręce i tak wracam z nim do domu jedna ręką pcham wózek, a w drugiej trzymam wiercące się dziecko.

No i  czas spędzony z mężem tez wygląda inaczej, wcześniej często gdzieś wychodziliśmy, teraz siedzimy w domu, często na zmianę zajmując się dzieckiem, a jak już mamy chwile dla siebie to każdy temat w końcu sprowadzamy do dziecka, albo po prostu nie mamy siły gadać on patrzy w telewizor, a ja czytam książkę.

Ale mimo tych wszystkich nie wygodnych spraw wystarczy jego jeden uśmiech i mu wszystko wybaczam :)

Trzeba jakoś to przetrwać, a jak będzie starszy to będzie można chociaż się znim dogadać jakoś, razem na spokojnie coś oglądnąć i prędzej go z kimś zostawić, aby się wyrwać od codzienność.

Na koniec kilka widoków ze spaceru:

IMG_20150317_123848[1] hhhh IMG_20150317_123830[1]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wczoraj udało się spędzi trochę luźniejszy wieczór więc nabrałam energii do życia :) Myślałam, że do końca tygodnia ni nie napisać . Zresztą brak mi motywacji nie wiem czy ktoś czyta to co pisze czy odwiedzacie mojego bloga, czy komuś się podoba jak piszę. W ostatnim czasie nie dostałam żadnych komentarzy. Wydaje mi się, że sama sobie to piszę :) heh. Wiem, że zdobycie czytelników nie jest proste, ale nie myślałam, że tak długo będzie to trwało…

Sezon na poparzenia…

Hey. Dzisiaj chciałam się podzielić z wami ostatnimi wydarzeniami i ostrzec was pilnujcie gorących herbat przed waszymi maluchami. Czemu o tym pisze, bo w ostatnim czasie moja chrześnica poparzyła sobie rączkę, a synek, wujka mojej kuzynki wylądował z poparzeniami w szpitalu. A ostatnio niestety Mój biedy synek w sobotę poparzył się herbatką :( Nóżkę i brzuszek ma poparzony. Dzisiaj już wygląda to dobrze i bardzo się cieszę, że nie stało się nic gorszego . więc takie ostrzeżenie , zaczął się sezon poparzeń, przynajmniej w mojej okolicy.
No i w sobotę jak już się przespał po tym poparzeniu to oczywiście dalej sobie wariował, więc jakoś tego strasznie go nie zniechęciło do zaglądania, dotykania spinania się itd. ale od niedzieli jest strasznie okropny daje mi tylko chwile jak śpi (teraz śpi:)) cały czas muszę go na rękach nosić tak marudzi… chyba mu ząbki idą… Chwilami mam ochotę uciec i oderwać się od tego na dłuższa chwilę może uda mi się zaplanować jakiś wypad na basen z kuzynką, ale obawiam się, że będę miała problem ze strojem kąpielowym… A jeśli chodzi o obiecany post jutro już powinien się pojawić :) W mojej głowie pojawiają się kolejne pomysły, jest ich sporo będę miała o czym pisać. Na pewno napiszę wam o wczorajszej kolacji robiłam kurczaka w winie. Zdam całą relację… :)