Urodziłam <3

image

Chodziłam, chodziłam i urodziłam 8 dni po terminie. Dokładnie 10.09.2016 r. o godzinie 23:35 w sobotę. Zaczęło mnie boleć ok. godz. 21:00, ale tak niby przechodziły, takie niby ledwo wyczuwalne. Sama nie wiedziałam czy to nie jest fałszywy alarm. Jednak o godz. 22:20 zaczęły się straszne bóle coraz silniejsze. Strasznie bolało. W szpitalu byłam ok. 23:00. Więc poród był szybki, ale jednak bolesny. Nie wiem jak to można wytrzymać, a jednak wytrzymałam.

Nasza mała miała 3390 wagi, 54 wzrostu. Ma na imię Kamila Łucja i stała się moim oczkiem w głowie. Jest urocza. Co wcale nie oznacza, że Szymek spadł na dalszy plan. Tak naprawdę staram się go przyzwyczaić  z powrotem do mnie i do nowej sytuacji. Ponieważ przez te wizyty w szpitalu troszku się pogubił i wpatrzył w babcię. Ale mam nadzieje, ze z biegiem czasu przejdzie mu i jakoś to wszystko się poukłada. Na razie wszystko jest na wariackich papierach :)

Powrót do domu

Od paru dni jestem już w domu, ale dalej leżę i biorę leki. Na szczęście jest to już 36 tydzień, czyli 9 miesiąć. Coraz bliżej końca. Jutro mam wizytę kontrolną więc pewnie coś postanowimy wziązku z lekami, żeby nie przedobrzyć i później nie przenosić ciąży. Ale też nie chce urodzić zbyt wcześnie chociaż mówią, że od 36 tygodnia można rodzić. Ale wiadomo im dłużej dzidziuś w brzuszku do tego 40 tygodnia tym lepiej.

Mnie męczy już brak ruchu, brak konkretnych zajęć. Mam ochotę na takie generalne porządki, chętnie bym wzystko pomyła, powywalała, żeby na koniec cieszyć się tą czystością domu. Niestety jeszcze długo nic z tego, na pewno dopiero po porodzie, ale w tedy będą z pewnością inne zajęcia. Ta ochota to może jak to mówią chęć przygotowania domu na przyjście nowego członka rodziny. Podobno kobiety w ciąży tak mają. Albo już z tego ciągłego leżenia. Ale prawda jest taka, ze już mnie nosi, chciałabym gdzieś pójść coś porobić. Dzisiaj może zabiorę się za przeglądanie ciuszków dla małej z Szymka, co się nada, a co nie. Oczywiście jeżli nadal będę się dobrze czuła…

PS. Kocham moje miękkie łóżko i kołdrę, pod dwóch tygodniach na szpitalnym łóżku przykryta kocem. W moim łóżku czuje się jak w niebie :)

Szpital

Niestety wylądowałam w szpitalu. Jak już wcześniej wspomniałam pojawiły się u mnie bóle brzucha. Okazuje się, ze grozi mi przedwczesny poród. I jest to naprawdę poważna sprawa, gdyż dzisiaj kazano mi dać dwa zastrzyki na przyspieszenie rozwoju płucek dziecka. Co prawda lekarka mówiła, że nie będzie to miało żadnego negatywnego wpływu jeżeli donoszę ciążę. Ale jeżeli jednak dzidziuś ze chce wyjść wcześniej na pewno pomoże. Mam leżeć praktycznie większość czasu, najlepiej cały czas. Nie wiem co myśleć, ale wcześniej nie dostawałam żadnych zastrzyków w sensie poprzednie ciąży, więc chyba sprawa naprawdę wyglądanie nieciekawie… :(

Ja nie wiem zawsze coś się dzieje z Szymonkiem także leżałam cały czas tyle, że przez większość ciąży, a tu jednak problemy zaczęły się dużo później. Strasznie się martwię bo nie chce za wcześnie urodzić. Boję się, ze może być coś nie tak.

Nie wiem jak długo będę w szpitalu, ale już mi się tęskni za moim synkiem. Mam tylko nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Na razie zostaje mi tylko leżeć, czytać książki, oglądać filmy i czasem coś nastukać na blogu. Niestety chociaż mam Wi-Fi Internet wolno działa. To pewnie przez to, że dużo osób na nim siedzi. Ale nie ma co narzekać bo i tak dość szybko chodzi jak na te warunki.

Także życzcie mi powrotu do zdrowia, a ja zabieram się za czytanie i odpoczywanie

Urodziny Szymusia- 2 Latka

Szymuś wczoraj skończył 2 latka :) Mój mały łobuz :)

Co zmieniło się przez te dwa lata?

Wszystko :) ?Urodzenie dziecka przewraca życie do góry nogami to już każdy wie. Więc pytanie powinno brzmieć:

Jak Szymek zmienił się przez dwa lata?

Stał się nie złym łobuzem:) Chodzi po stołach, wszystko rozlewa. Domaga się uwagi :) Mówi już parę słów, ale tak to po swojemu rozmawia z nami. Zwłaszcza przy stole.

Cieszę się, ze uspokoiło się usypianie. Już nie płacze jak ma iść spać. Ale lubi się kołysać. Więc i tak trzeba poświęcić czas na usypianie. Ale to trwa najczęściej góra 10-15 min :) Więc tragedii nie ma. Już jest coraz starszy także na pewno za niedługo zacznie sam się kłaść do łózka więc się tym za bardzo nie przejmujemy :)

Przechodzi swoje dwuletnie bunty zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie. Raz je prawie wszystko co mu się da, a nie raz zdarzają się dni, że nic nie chce mi zjeść. Oprócz Monte czy zupy. Zwłaszcza jeśli chodzi o śniadania.

Ogólnie jest dobry, radosnym i mądrym dzieckiem :) Ale i upartym:) A to dziecko jak coś nie idzie po jego myśli to od razu krzyk i na ziemie , ale nie zwracamy na to zbyt często uwagi. Więc szybko mu przechodzi

Co Ulubi ?

Na pewno Auta bez tego dnia nie ma :) Teraz ma fazę na kosiarki. Nauczył się słowa kosi, więc teraz wszystko jest kosi. Ale boi się głośnych urządzeń, kosiarki też. Uwielbia jeść Monte  i kindery. Zwłaszcza Monte. Innego jogurtu nie bardzo. Chyba że jest to serek Danio waniliowy.

Uwielbia jeździć na wózku jakby mógł jeździł by cały dzień. Biorąc po uwagę to, ze rok temu tego nie znosił, chciał mi wychodzić, nie dało się spokojnie pójść na spacer. To, to na pewno się w nim zmieniło :) Lubi też strasznie rysować, malować czym kolwiek zwłaszcza po sobie :)

Ogólnie czasem jest zabawnie, czasem męcząco i drażniąco, nieraz po prostu zwyczajnie. Ale nie wyobrażam sobie życia bez tego skarba :)

PS. Tort piekłyśmy z mamą same :) Jak wam się podoba?

Idę Do Szpitala? Odebrałam Prawko :)

 CIĄŻA

Ciąża rozwija się prawidłowo, dziecko jest zdrowe. Ja też czuje się dobrze oprócz zgagi którą mam codziennie. I to taka silna, że aż sprawia niesamowity ból. Jak Szymusiem byłam w ciąży to też miałam. Ale tak pod koniec bardziej. Dzidziuś mi się rusza jak nie wiem. Cudowne uczucie :) Wierci się nieraz, tańce odprawia, ze hohoho :) Ale lekarz wysyła mnie do szpitala. Ponieważ mam grupę krwi minusową musze brać jakiś lek. Teraz takie dziwne zalecenia. Ale ten lek kosztuje 450 zł na receptę. Więc raczej pacjentki wysyłają do szpitala na 3-4 dni. Gdzie podają ten lek. Także miedzy 28-30 tygodniem, czyli za trzy tygodnie jadę na wakacje do szpitala. Zapewne spędzę ten czas na czytaniu książek. W końcu będę miała dużo wolnego czasu. Chciałam pojechać w tym roku do Krakowa na jeden dzień. A wychodzi chyba z tego, że nigdzie się nie wybierzemy. Za to będę miała wakacje w szpitalu :/

PRAWO JAZDY

Odebrałam prawo jazdy i już jeździłam. Mam problem trzymaniem się swojego pasa. Albo jadę za bardzo przy poboczu, albo wyjeżdżam na środek. Ale wydaje mi się, że to dlatego, że to mamie się wydawało, ze zaraz w jadę do rowu, a tak naprawdę chyba byłam dalej od pobocza. Tylko od strony pasażera tak się wydaje. A  w tedy odbijałam ku środkowi i naglę znajdowałam się na środku. Bo jak z mężem w sobotę jechałam to nie miałam tego problemu. Raz mi tylko zwrócił uwagę abym bardziej w prawo odbiła….

Niestety w naszej rodzinie zdarzył się wypadek. Nic na szczęście się nie stało poważnego tylko auto zostało trochę skasowane. W mojego kuzyna ktoś po prostu  wjechał. A czemu o tym wspominam. Bo zaraz po tym Marek stwierdził, żebym na razie lepiej za dużo nie jeździła bo nigdy nie wiadomo. Jak tak wjeżdżają w ludzi…  Tak tylko jak jeżdżę jako pasażer to też może przydarzyć się wypadek czy jak idę poboczem. Też ktoś mógłby wjechać. Trochę mnie to zdenerwowałam. Bo po co ja tyle stresu przechodziłam? Jak zaczęłam mówić swoje to trochę zmiękł i powiedział, ze nie vhodzi mu, że w ogóle, mam nie jeździć ale też nie często… wiadomo martwi się i tyle, ale po tylu stresach, żebym teraz zostawiła auto i miała kolejny dokument do kolekcji. Chyba nie oto w tym chodziło nie :)

Historia mojego poranka

Obudziłam sie chora. Ból głowy, zmęczenie, zimno itd. A tu dziś miałam jazdę, ale zacznijmy od początku. Jak zwykle rano próbowaliśmy z synkiem zjeść śniadanie. Później sie pokręciłam po domu nic nie robiąc jak to osoba chora. Zastanawiałam się czy nie zrezygnować z jazdy. Ale ostatecznie stwierdziłam, ze dam radę.

Jak już się ubrałam, zjadłam. Poszłam umyć zęby. Oczywiście Szymuś jak zwykle zabrał mi szczoteczkę. Powoli się zbierając do wyjścia, poczułam, że mój synek zrobił coś śmierdzącego do pampersa. Więc zabrałam się za przebranie. Gdy tylko rozpięłam pampersa, postanowił wstać. Wszystko było w… Powiedzmy to w kupie. Kanapa, on, jego ciuchy. Ale jakby tego było mało do tej kupy włożył moją szczoteczkę, ba moją NOWĄ szczoteczkę do zębów… Zdenerwowałam się, mały się rozpłakał. Zaczął się z tą kupą do mnie przytulać . Wyczyściłam wszystko, przebrałam go i siebie. No i poszłam na jazdę.

Jazdę miałam z innym instruktorem niż zwykle. Najpierw jeździłam jako pasażer 1,5 godziny. Moja koleżanka kierowała. Później zamieniliśmy się i po tej 1,5 godzinie ciężko było się skoncentrować, do tego ból głowy, zrobiła mi się nie dobrze. Jak się okazała ten drugi kierowca dużo mówi cały czas prawie. Ale jeśli chodzi o jakieś konkrety to w ostatniej chwili. Nie krzyczał, ale podnosił głos. I cały czas byłam zestresowana. O wiele bardziej wolę jeździć z tym wcześniejszym. Dzisiejsza jazda choć chyba już czwarta poszła mi najgorzej. Ale zobaczymy  może później będzie mi łatwiej. Jednak mam nadzieję, że częściej będę jeździć z Panem Mariuszem, niż tym co dzisiaj…

Druga Rocznica Ślubu

_DSC2091 _DSC2329

Dzisiaj upłynęło już dwa lata po ślubu. Dzień ślubu był z jednym najpiękniejszym dniu w moim życiu i jak bym mogła przeżyć to jeszcze raz chętnie bym się cofnęła. Ślub był idealny, chociaż pomyliłam się, przy przysiędze, ale tylko się roześmiałam, nic się nie przejmowałam. Dokończyłam i poszło dalej :) Wesele też było najlepsze na jakim była :D Wszystko było idealnie, żadnych przykrych niespodzianek. No może jedna czy dwie z drużką, ale tego złego się nie wspomina :) Najważniejsze, że każdy dobrze się bawił i wszyscy wyszli zadowoleni. A tyle stresu było, zwłaszcza, ze była jedna taka sprawa dotycząca mojej rodziny i strasznie się bałam, że wszytko może źle się skończyć. Bardzo się przez to przejmowałam… Ale na szczęście niepotrzebnie

A dzisiaj jestem już szczęśliwą mężatką i matka wspaniałego rozrabiaki :)

Szymusia pożądliły pszczoły

Użądliło go 5 pszczół. Był na spacerze z prababcią. Stało się to jak wrócili, już na podwórku. Moja mama powyciągała żądła. Pszczoły użądliły go w powiekę i w rączkę. Oczywiście wszystko opuchło. Pojechaliśmy na pogotowie. Gdyż był to pierwszy raz i nie wiedzieliśmy czy jest uczulony, czy nie. No i  nie było to jedno użądlenie, tylko pięć. I nie byłyśmy pewne, czy nie ma ich więcej. Naprawdę się przestraszyłam :( Na pogotowiu przyjął nas przystojny ratownik medyczny. Oraz równie przystojny lekarz :) Szymusiowi na szczęście nic złego się nie stało. Lekarz kazał nam obserwować i robić zimne okłady. Jeżeli by zaczął źle oddychać bądź opuchlizna się zwiększała to wtedy przyjechać, ale mówił, że jeżeli po takim czasie (ok. 30 min.) nic mu nie jest, to już raczej nic nie powinno się dziać. Gdy weszliśmy do pokoju przyjęć i czekaliśmy, aż lekarz skończy coś wypełniać wypełniać, odbyliśmy nie miła rozmowę z pewną panią doktor. Powiedziała nam, że powinnyśmy najpierw jechać do przychodni ( może i racja, ale przecież nie wiadomo było co może się wydarzyć, czy jest uczulony, czy nie woleliśmy jechać prosto na pogotowie, niż później żałować straconego czasu), kolejna rzeczą, którą nam powiedziała i tym razem na pewno nie miała racji. Powiedziała nam, że szukamy dziecku choroby. ŻE CO!!! Martwienie się o dziecko to szukanie choroby. Bardzo śmieszne. Hahaha. Wiecie jakby to może była jedna pszczoła to byśmy nie reagowali tak szybko (chociaż nie wiem jakby to było ), ale miał pięć użądleń. To co mieliśmy robić. Czekać i się martwić ????

Śpji już, prosze cie…

Szymkowi chyba zęby wychodzą, albo już nie wiem. Mało śpi w dzień, pod wieczór to samo budzi się i nie śpi do 22:00. A w dodatku w nocy się budzi.

Ja juz nie wytrzymam nie dam rady, wczoraj płakałam i nie mogłam przestać. A w dzień jak się przebudził to się darł i darł nie wiedziałam co mam zrobić nerwy mi nie wytrzymywały. Wieczorem to samo. Jestem wykończona znowu zaczynam się bać usypiania i spania. Jestem pewna, że to przez zęby bo widać jeden się przebił. To parę dni z głowy mam. A muszę sobie wiele, rzeczy w komputerze uporządkować i nie mam na to czasu. Obiecałam wam filmik z wesela na którym byłam w kwietniu. Mam go już gotowy tyle, ale stwierdziłam, że nie bardzo mi się on podoba i chce go inaczej zmontować i nie mam na to czasu.

Właśnie zauważyłam, że mamy już 1 lipca Wakacje. Ja chce na Wakacje. Ja juz chyba nie mam Wakacji :(

Mam nadzieję, że dzisiaj już będzie spokojnie spał, ale wątpię w to…

Postanowiłam dowartościować się umysłowo i zaczęłam uczyć się hiszpańskiego i przypomnieć sobie język Angielski.

Trzymajcie kciuki za sen mojego synka i żebym nie zwariowała… 8-O