Niedzielny koszmar- czyli najgorszy dzień w zyciu

Niedziela zapowiadała się przyjemnie. Mieliśmy jechać na imieniny do siostry Marka, następnie chwile na plac zabaw z młodym i do mojej koleżanki, ponieważ nie dawno urodziła dziewczynkę. Po tych wszystkich odwiedzinach mieliśmy podejść na stadion, gdzie odbywały się dni miejscowości w której mieszkałam przed urodzeniem Szymka. O 21 miał wystąpić zespół PIERSI, a po koncercie miał być dyskoteka. Następnie wrócić do domu, zostawić małego z babcią i na 21 wrócić na imprezę. Lecz nasze plany już w sobotę runęły. Mój mąż wziął się za spawanie słupów do kojca dla psa. Wołałam go tak wiele razy, ale on wolał to skończyć. Byłam na niego zła, gdyż w piątek też spędził wieczór, przy kojcu i w sobotę obiecał mi, że skończy wcześniej. byłam bardzo zła, Zrobiłam mu nawet mała awanturę. Gdy przyszedł do domu okazało się, że naświetlił oczy (dlatego też strasznie mi głupio, że na niego naskoczyłam). Cała niedzielę  spędziliśmy w ciemnym domu, robiąc okłady na oczy mężowi.Oprócz zepsutych planów niedziela była nie znośna przez upał. Wieczorem rozpętała się burza, zerwała linie i nie mieliśmy prądu. Co gorsza na podwórku, mamy trzy słupy telefoniczne i to z jednego z nich spadł drut. Także strach było wyjść na podwórko w obawie, przed potelepaniem prądem. Nie dało się dodzwonić do pogotowia elektronicznego. Na dodatek pies był wypuszczony wolno na podwórko i nie mogliśmy go znaleźć. Baliśmy się, że mogło mu się coś stać, ale na szczęście schował się w szopie. Jedynie biedna kocica mojego brata, akurat wróciła ze swoich „spacerów” i przypaliło jej się futerko. Ale na szczęście nic gorszego jej się nie stało. Chociaż później się rozpogodziło, to przez zerwanie linii nie mieliśmy prądu, a przez dwa kolejne dni internetu. Burza narobiła trochę szkód, drzewa się powalały nie tylko na druty, ale i na dach szopy i pospadały dachówki . Następny dzień Marek miał spędzić w domu odpocząć trochę i popołudniu zająć się dzieckiem. Ale przez szkody z poprzedniego dnia , mój luby musiał zwołać sobie ekipę i uporządkować trochę drzewo dachówki itd. Ale to nie koniec wieczorem chciałam zrobić frytki ( to akurat całkiem zabawne) nastawiłam olej. Mówiłam mężowi, że będę smażyć frytki. Ale on z jakiegoś powodu, pomyślał, ze to woda. I tez nie wiem z jakiego powodu pomyślał, że tej wody jest za mało i dolał. Na szczęście nic się nie zapaliło tylko zaczęło się pryskać. Rozzłościło mnie to, ale później już się z tego śmiałam bo on sam nie wiedział na co ta woda, a stwierdził, ze jest jej za mało :) I to nie koniec niedzieli, bo na sam koniec, Marek  rozwalił ekran w tablecie. Jak to zobaczyłam  powiedziałam tylko

- Niech ta niedziele się już skończy

Stwierdziłam także, że po jakimś czasie wyda nam się to wszystko śmiesznie Ale naprawdę koszmarnie. Uważamy razem z mężem, że to naświetlenie to nie był zbieg okoliczności. Gdybyśmy jednak pojechali i wracali w ta burzę to mogło by nam się coś stać. Drzewa leciały po kolei, nie daleko nas odbywały się poprawiny i na samochód pana młodego uwaliło się drzewo. Pomyślałam nawet, że gdybyśmy akurat wysiadali z auta jak te li nie spadły, aż nie chce myśleć co mogło by się stać…

Przełożenie roczku. Zmieniliśmy imie psowi.

Dlaczego przekładamy roczek?

Szymonek 14 czerwca kończy roczek, ale imprezę przekładamy o tydzień. Dlaczego tak się stało. Ponieważ idziemy na chrzest synka mojego kuzyna :) Myślałam, że nas nie zaproszą bo chodziły plotki, że robią małe chrzciny, ale jednak. Także za tydzień idziemy na imprezę z okazji chrztu :)

Dlaczego zmieniliśmy imię pieskowi ?

Może od początku, gdy wracaliśmy z pieskiem do domu. Sprzeczaliśmy się o imię dla pieska :) W końcu padło hasło: ” zobaczymy co Szymuś powie”. A Szymek powiedział „Gaja gaja, tata tata”. Więc pytam się męża to Gaja czy Tata. A że byli u nas goście wszyscy zaczęli wołać na pieska Gaja i tak zostało. Ale po tych paru dniach stwierdziliśmy, że trudno wymawia się to imię i łącznie stwierdziliśmy, że będzie Saba :)

Także witaj w domu SABA :)

A tak po za tym to kurcze widzę, że opuściłam się z przepustami i poradami. Postaram się to jakoś nadrobić. Zaczęłam też gotować Szymkowi coś oprócz zupek, pieczona rybka, dziś będzie miał ryż z owocami. Będę wstawiać tu zdjęcia i przepisy oczywiście. Pomysły na obiadki, biorę z gazet takich jak: Mamo to ja, Mama i dziecko itp.

Pieczemy Placka na impreze…

Tak naprawdę piekliśmy go w zeszły piątek, na niedzielę.  Miałam wam dodać tego posta w piątek wieczorem, ponieważ wiedziałam, że w sobotę i w niedzielę nie dam rady.   Ale jak na złość w piątek nie było internetu. A w sobotę wyszedł nam spontaniczny grill, po którym mąż nie czuł się najlepiej, a impreza w niedziele była z okazji jego imienin także musiał po męczyć się trochę… ale nikt mu nie kazał przecież ” truć się” w sobotę wieczór… :) Mam dla was parę zdjęć przysmaków z imprezy, ale to w następnym poście, a teraz zdjęcia z piątkowego pieczenia:

DSCN2777 DSCN2778 DSCN2779 DSCN2780 DSCN2781 DSCN2782 DSCN2783 DSCN2784 DSCN2799 DSCN2800 DSCN2801 DSCN2802 DSCN2803 DSCN2804 DSCN2805 DSCN2806 DSCN2807

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DSCN2793

 

 

 

 

Zrobiliśmy razem z Szymusiem Placka Cappuccino i wafla :) Przepisy podam niebawem…