Ugotowałam zupe jarzynową

DSCF4026WOW ale wyczyn. Po prostu odkryłam AMERYKĘ. Mam się czym chwalić nie… ?

A tak serio. Zawsze jak gotowałam zupę dodawałam, zupy z torebek. Jaka by to nie była czy pomidorowa, jarzynowa cz barszcz czerwony… Zawsze dodawałam do tego zupę z torebki

 

Pewnego dnia, chyba była to sobota. Stwierdziłam, ze mam ochotę ugotować zupę bez torebki taką własna. Pogrzebałam wcześniej trochę w necie, na forach itp. Napisałam mamie, że jak nic tam nie myślą innego to ugotuje jarzynową.”Ok nie ma sprawy i tak zajęte jesteśmy…

Więc zabrałam się za gotowanie. do garnka z woda dodałam kostkę rosołowa. Wiem, wiem powinnam najpierw z kości rosołowej, bądź z innego mięsa ugotować rosół. Tyle, ze ja chciałam szybko, a także zrobiłam to z myślą, że mogę napotkać po drodze pewne niedogodności… I tak też się stało… Ale pokolei, kostka rosołowa , ziele angielski i liść laurowy taki „wywar” zacżą się gotować. Dodałam pokrojone w kostkę ziemniaki oraz marchew i warzywa z jakieś mrożonki. Przyszedł czas na zasmażkę i tu przyszły małe komplikacje. kiedyś robiłam zasmażkę i umiałam wychodziła mi. Tego dnia jednak nie. Rozpuściłam kawałek masła na patelni i dodałam mąkę ok 3 łyżek i wyszło mi coś… Po prostu glut… Za drugim razem to samo. Stwierdziłam, ze za dużo mąki dodaje. Zaczęłam od nowa dodając odrobinę mąki wyszło mi :) Szybko wlałam do zupy ale jednak jej kolor ani gęstość się nie zmieniła . Zrobiłam znowu zasmażkę i dodałam drugą dalej nic. Rozrobiłam w wodzie trochę mąki ( tak rozrobioną mąkę dodajemy do sosów, zup, aby je zgęścić) Ale mało to dało jedynie tyle, że smak mąki się przebił . Ogólnie zupa wyglądała jak woda z warzywami nic więcej. Myślę co dodać.. mleka nie miała, ani śmietany. Stwierdziłam, ze zapytam się mamy o śmietanę. Na całe szczęście miała u siebie. dodałam śmietanę wcześniej rozrobioną w wodzie do zupy. I stał się cud. Zupa natychmiastowo załapała kolor smak, gęstość, Na koniec dodałam trochę ryżu. I tak minęła mi przygoda z zupą jarzynową :) Dodam jeszcze, że była prze pyszna :)

Obiad dla teścia? Ryba moja pięta Achillesowa

Ostatnio piałam wam o niedzielnym koszmarze. Chciałam wam napisać, że dzisiaj nadal odczuwam skutki tego co się wtedy wydarzyło. Jak wiecie uwaliło się drzewo. Marek oczywiście w poniedziałek sprzątną tyle ile się dało. Ale, aby uporać się z drzewem potrzebna była pomoc jego taty, czyli traktor. Stwierdzili, że będą to robić dzisiaj. Nie znoszę jak tak niespodziewanie zwala mi się coś na koniec tygodnia wtedy mam najwięcej do zrobienia przed niedzielą.Moja babcia stwierdziła, że zrobimy rybę (to znaczy ja zrobię) Musicie wiedzieć, że ryba to moja pięta Achillesa. Zawsze mi się rozwala, nigdy dobra nie wychodzi. Ale jakimś cudem mimo tyle przeszkód wyszła chyba dobra. Mam taką nadzieję bo ją zjedli. A o przeszkodach, okazało się, że szybko powyciągali to drzewo i babcia stwierdziła, żeby wcześniej ją zrobić. Aby było co im dać. Najgorzej, że była to pora przed usypianiem, więc wiedziałam, że Szymek zacznie marudzić. Wszystko byłoby dobrze, gdyby te bajki na youtube działały. Ale youtube stwierdził, ze nie będzie ze mną współpracował. Moja mam wyjechała dziś rano na pielgrzymkę i nie będzie jej parę dni, nie mogła nam pomóc. Także smażyłam ryby, których smażyć nie umiem. Dziecko mi płakało. Oczywiście dałam mu mleko zjadł, ale ponieważ przy nim nie leżałam to nie zasnął. Tylko się darł. Babcia się pojawiła i stwierdziła, ze pomoże stanęła przy tej ostatniej rybie. Wzięłam Szymka na wózek i poszłam na spacer. Jeszcze jak wyszłam Marek coś do mnie powiedział, a ja nie mogłam powstrzymać łez więc  szybko poszłam na ten spacer. Na szczęście Szymuś zasnął na wózeczku. Tyle, że zapomniałam o dwóch rybach dla mnie i babci i sprzątnęłam wszystko. Babcia przyszła i mi o nich przypomniała (powiedziała, żebym tylko dla siebie zrobiła, bo nic innego nie ma). Zaczęłam je robić i oczywiście przypaliłam, a w dodatku jak zaczęłam jej jeść stwierdziłam, że chyba są surowe. Także ja zjadłam dziś tylko mizerie na obiad. Acha zupka, którą dla Szymka nastawiłam przypaliła się :(. Nastawiłam drugą. Nie wiem jak mi tamta ryba wyszła dla tych „pracowników” bo zjedli ją u babci. Babcia twierdzi, ze zjedli to chyba im smakowało.
Ogólnie zapomniałam o pierogach ze wczoraj, które mogłyśmy spokojnie z babcią zjeść. Zaraz jej powiem, ze są jak chce. Mi się kompletnie już nie chce jeść, no chyba,że tego loda z zamrażalnika  :)Życzcie mi miłego dnia, przyda m się :)

PS.  Jak kogoś to interesuje mąż już od wtorku czuje się doskonale. A ja dzisiaj miałam wam się pochwalić, że jestem dumna ze wczorajszego dnia, ale w zasadzie nie mam siły już o tym pisać więc się zwami na razie pożegnam. Idę nakarmić mojego chłopca, który chce rozwalić mi lampkę :)

Nie mogąc was zostawić z samymi nie szczęściami w moim życiu, mam dwie dobre wiadomości, dziś zarobiłam 10 zł, a druga sprawa już od jakiegoś czasu mam moją książkę o którą tak się starałam pt. Dom Róż :)

Obiad dla dziecka, koncertowo nie wypalił…

Mam kiepski dzień. Nie nastawiłam Szymkowi zupki więc postanowiłam nastawić ryż i podać mu go z owocami. Ryż gotował mi się 40 min. Jak się okazało posoliłam wodę i jest słony, a przecież dla dziecka robię bez soli…  Wrzuciłam mu drugą saszetkę ryżu, ale, że było już późno stwierdziłam, że jak raz zje z solą tragedii nie będzie. Ale mały dzisiaj postanowił obiadu nie tknąć. Wywala mi tylko język na wierzch jak chce mu dać i pluje. Poddałam się… Dzisiaj jest bez obiadu. Za jakieś dwie godziny zawsze je kaszka także za jakąś godzinkę może będzie chciał zjeść… Myślałam, że wyjdę z siebie, mam kiepski dzień mam nadzieje, że to się zmieni :)

Przynajmniej mam jedną dobrą wiadomość dla fanów Greya 10 września ma wyjść kolejna część. Tym razem Grey będzie opowiadał jak poznał Anastazję itd.  Więc będziemy mieć okazję więcej się dowiedzieć na temat Christiana Greya… A tak na marginesie ja jestem już na 200 stronie i naprawdę bardzo fajnie i szybko ją się czyta. Jest bardzo zabawna i luźna… Ja mogę szczerze powiedzieć, ze zakochałam się w tej książce w jej bohaterach i w ich historii. Wiem, że wielu ludzi ma ta książkę za totalne dno, ale mi się podoba :) Tak to już jest, że jednym się podoba, a drugim nie. Także ta informacja mnie ucieszyła… :)

PS. Miałam wam wrzucić fotki książeczek, mam nadzieje, że uda mi się to zrobić wieczorem. teraz coś ogarnę i wyjdziemy na pole bo ciepło. i ok. 16. 30 spróbuje mojego małego potwora nakarmić kaszką…

Potrawka z cienkiej parówki

Dzisiaj przychodzę do was z przepisem. Będzie tanio, dużo i smacznie. Mam dla was do zaproponowania Potrawkę z parówki :) Pamiętacie Kurczaka w czerwonym winie, porównywałam go do potrawki, ale kurczaka wyszło ledwo dla dwóch, trzech osób, a potrawki wychodzi cały garnek.

DSCF2705

 

 

 

 

 

  • 1 kg cienkiej parówki
  • 1/2 kg pieczarek
  • 3 cebule
  • 2-3 papryki
  • 1 przecier pomidorowy
  • pieprz
  • wegeta
  • zioła
  • kostka rosołowa

Parówkę i pieczarki pokroić w plasterki, cebule i paprykę w kostkę. Dusić cebule, później dodać pieczarki i paprykę, gdy będzie miękkie podlać rosołem z kostki ( ja rozpuszczam kostkę w dużym garnku wody i poduszone składniki przesypuje z patelni do garnka z rosołem). Dodać parówkę i przecier oraz inne przyprawy do smaku. Można doprawić zasmażką z 3 łyżek mąki lub z jakimkolwiek sosem z torebki (Bardzo często używam pół na pół sosu pomidorowego i pieczeniowego.

Naprawdę super sprawa z tą potrawka jest przepyszna i można się nią najeść, w dodatku nie droga. Napiszcie czy się skusiliście i czy wam smakowało, czy wam wyszło. A jak byście mieli z czymś problem piszcie do mnie, lub w komentarzach chętnie doradzę. :)