Prawo jazdy- Uczucia

ADREANALINA- STRACH POMIESZANY Z PODNIECENIAM

Pierwsze jazda, strach, poniecenie. Robie coś nowego, ja jeżdżę autem :) WOW. Początkowe uczucia były bardzo pozytywne. Cieszyłam się, że zaczęłam coś nowego. Czułam ta adrenalinę, wiecie jekie to uczucie, aż unosisz się w powietrzu. Oczywiście bałam się, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Więc trochę było ciężko pokonać strach. Ale udało się… Jeżdżąc nie miałam pojęcia co się dzieje :)

RADOŚĆ. SZCZĘŚCIE.

Zaczynając kurs cieszyłam się, ze robie coś dla siebie, coś nowego. I nie ukrywając, cieszyłm się też, że trochę się wyrwę z domu. Spotkam z ludźmi:) Razem z moją koleżanką wybrałyśmy się na ten kurs więc miałyśmy okazję się odczasu do czasu spotkać i pogadać :D

STRACH

Przyszedł też czas na prawdziwy strach, czyli EGZAMINY. Każdy już po zdaniu prawa jazdy powie wam, że nie ma się czego bać. Łatwo się mówi prawda? Ale wiele z tych osób powie wam, że przed żadnym innym egzaminem nie czuli takiego strachu i już nigdy nie chcieliby go powtarzać. Jest ciężko przed każdą kolejną próba. Ale jak już siedzisz w aucie stres powoli opada. A jeżeli traficie jeszcze na fajnego egzaminatora to zacznie z wami rozmawiać, aby rozładować napięcie :) Mimo wszystko oni naprawdę są ludźmi :)

ZAWÓD

Uczucie zawodu. Nie udało się. Odczułam 8 razy i jest to straszne uczucie. Towarzyszy mu przygnębienie ,smutek, rozczarowanie, a nawet załamanie.  I ciężko sobie z nim poradzić. Radziłam sobie z nim oglądając pierdoły, szukając towarzystwa i pocieszenia. Tak naprawdę z każdym kolejnym zawodem traciłam nadzieję na zwycięstwo.

Po nie zdanym egzaminie tak naprawdę towarzyszżą etapowo różne uczucia. Najpierw jest już wspomniany zawód, załamanie, ogólnie totalna rozpacz, następnie motywacja nadzieja, chęć dalszych prób, kolejno strach przed następnym egzaminem i wielka nadzieja, żę tym razem może się uda.

Jak sobie z tym radzić? Nie wiem? Ja oglądałam głupoty w Internecie i obtaczałam się ludźmi szukając pocieszenia. Pewnie wiele z nich już irytował temat niezdanych egzaminów.

W TRAKCIE EGZAMINU

Najpierw strach, nadzieja. Później nic już się nie myśli tylko jedzie, a pod koniec znowu nadzieja, ze nie zrobisz nic głupiego. Zwłaszcza jak widzisz przed sobą już ten napis WORD.

A PO…?

Co tu wiele mówić wielkie nieograniczone szczęście :)

Prawo jazdy- Początek

Większość osób jak zbliża się do 18-stki myśli już o robieniu Prawa jazdy. Ale ja byłam w innej grupie. Tych co mówili, że w życiu nie zrobią prawa jazdy. Dlaczego? Myślę, że decydowały o tym cztery czynniki. Po pierwsze byłam nieśmiała. Co czyniło, że bałam się sama pójść na kurs. Drugą sprawą była nisko samoocena, ponieważ uważałam, że nigdy nie nauczę jeździć. Zwłaszcza parkować :) Trzecią był strach. Przerażało mnie to, że mogłabym kierować autem. A dokładniej brać udział w jakimś wypadku, a co gorsza stać się jego sprawcą. Czwartym czynnikiem były finanse i chociaż mama mówiła, ze mi dołoży ja jakoś twierdziłam, ze to za dużo tak na raz. Wiedziałam, ze to ok. 1500 zł na pewno trzeba i wiedziałam też, ze mamie byłoby ciężko to uzbierać. A tak naprawdę głownie strach i nieśmiałość spowodowały, że nie odważyłam się w tedy zrobić kursu.

CO SPRAWIŁO ŻE ZMIENIŁAM ZDANIE?

Już od jakiegoś dłuższego czasu myślałam nad tym, aby się odważyć zrobić to prawko. Myślę, że już od 2-3 lat tak mnie nosiło. Tylko brakowało mi impulsu. Którym stała się moja koleżanka. Gdy pod koniec grudnia powiedziała mi, ze myśli nad zrobieniem prawka. Zareagowałam impulsywnie i od razu powiedziałam: To idę z tobą. Pogadałyśmy z moim bratem i on doradził nam do kogo się wybrać, a nawet umówił nas na wykład :) Ponad to okazało się, że można mu wpłacać w ratach także tym bardziej byłam przekonana do tego wyboru. Wiedziałam, ze będzie nam łatwiej spłacić ten kurs w taki sposób :)

Przed pójściem na kurs już długi czas nosił mnie brak realizowania się w jakikolwiek sposób. Tak naprawdę po urodzeniu dziecka, po raz pierwszy nie chodziłam do żadnej szkoły, ani pracy. Na początku nie odczuwało się tego. Z wiadomego powodu, dziecko było czymś nowym w naszym życiu. Wszystko co działo się po porodzie było nowością  do czego człowiek musiał się przyzwyczaić i odnaleźć w nowej sytuacji. Jak już do tego doszło poczułam, że zaczęłam stać w miejscu nie wiedziałam co ze sobą począć. Założyłam bloga, zaczęłam interesować się wyszywaniem, patrzyłam na jakieś kursy… Więc był to bardzo dobry czas, aby w końcu zdobyć tą nową umiejętność. No i padło na Prawko i bardzo się z tego cieszę :)

PIERWSZE WYKADY I JAZDA

Dla mnie i mojej koleżanki były po prostu czymś relaksującym. Biorąc pod uwagę to, że mamy obie dzieci. Także takie wyrwanie się możliwość spotkania bez dzieciaków. Spokojnego poplotkowania było jak wybawienie :)

Później były pierwsze jazdy. Bardzo stresujące. Bałam się ich zwłaszcza, ze byłam całkowicie zielona w prowadzeniu samochodu. Ale dowiedziałam się też, że tak naprawdę wiele osób udaję się na kurs z niczym. A miałam wcześniej inne wrażenie. Myślałam, ze większość osób raczej coś przed kursem próbowało jeździć. A ja jednak miałam ze dwie próby przed kierownicą i to dobrych parę lat temu. Tak naprawdę wiele razy chciałbym aby mąż albo brat wzięli mnie gdzieś, abym mogła popróbować jazdy. ale jakoś zawsze kończyło się na gadaniu…

Idę Do Szpitala? Odebrałam Prawko :)

 CIĄŻA

Ciąża rozwija się prawidłowo, dziecko jest zdrowe. Ja też czuje się dobrze oprócz zgagi którą mam codziennie. I to taka silna, że aż sprawia niesamowity ból. Jak Szymusiem byłam w ciąży to też miałam. Ale tak pod koniec bardziej. Dzidziuś mi się rusza jak nie wiem. Cudowne uczucie :) Wierci się nieraz, tańce odprawia, ze hohoho :) Ale lekarz wysyła mnie do szpitala. Ponieważ mam grupę krwi minusową musze brać jakiś lek. Teraz takie dziwne zalecenia. Ale ten lek kosztuje 450 zł na receptę. Więc raczej pacjentki wysyłają do szpitala na 3-4 dni. Gdzie podają ten lek. Także miedzy 28-30 tygodniem, czyli za trzy tygodnie jadę na wakacje do szpitala. Zapewne spędzę ten czas na czytaniu książek. W końcu będę miała dużo wolnego czasu. Chciałam pojechać w tym roku do Krakowa na jeden dzień. A wychodzi chyba z tego, że nigdzie się nie wybierzemy. Za to będę miała wakacje w szpitalu :/

PRAWO JAZDY

Odebrałam prawo jazdy i już jeździłam. Mam problem trzymaniem się swojego pasa. Albo jadę za bardzo przy poboczu, albo wyjeżdżam na środek. Ale wydaje mi się, że to dlatego, że to mamie się wydawało, ze zaraz w jadę do rowu, a tak naprawdę chyba byłam dalej od pobocza. Tylko od strony pasażera tak się wydaje. A  w tedy odbijałam ku środkowi i naglę znajdowałam się na środku. Bo jak z mężem w sobotę jechałam to nie miałam tego problemu. Raz mi tylko zwrócił uwagę abym bardziej w prawo odbiła….

Niestety w naszej rodzinie zdarzył się wypadek. Nic na szczęście się nie stało poważnego tylko auto zostało trochę skasowane. W mojego kuzyna ktoś po prostu  wjechał. A czemu o tym wspominam. Bo zaraz po tym Marek stwierdził, żebym na razie lepiej za dużo nie jeździła bo nigdy nie wiadomo. Jak tak wjeżdżają w ludzi…  Tak tylko jak jeżdżę jako pasażer to też może przydarzyć się wypadek czy jak idę poboczem. Też ktoś mógłby wjechać. Trochę mnie to zdenerwowałam. Bo po co ja tyle stresu przechodziłam? Jak zaczęłam mówić swoje to trochę zmiękł i powiedział, ze nie vhodzi mu, że w ogóle, mam nie jeździć ale też nie często… wiadomo martwi się i tyle, ale po tylu stresach, żebym teraz zostawiła auto i miała kolejny dokument do kolekcji. Chyba nie oto w tym chodziło nie :)

Prawo Jazdy- Egzaminy

Serię o mojej przygodzie z Prawo jazdy, zaczynam praktycznie od końca, czyli od egzaminów. Opowiem wam na czym mniej więcej oblałam każdy egzamin.

EGZAMIN nr. 1

Pierwszy egzamin był w piątek 8 kwietnia. Nie zdałam na łuku. Powodem był jakże by inaczej STRES. Podając dowód egzaminatorowi ręce mi się tak trzęsły, że spadł on na ziemię. Nie wiedziałam jak mam ustawić lusterka. Cała się tak trzęsłam, ze no niedało się tego zrobić. Miałam dwie próby i się nie udało…

EGZAMIN nr. 2

Następny był jakiś tydzień później. Łuk zrobiłam za pierwszym razem wyjechałam z placu. Ale jakieś 5 min. później wróciłam na fotelu obok. W trakcie omijania samochodów dostałam polecenie, abym skręciła w lewo i zamiast wrócić na swój pas i skrecic. Zbliżyłam się do lewej krawędzi jezdni noi masz po egzaminie.

EGZAMIN nr. 3

Nawet długo tym razem jeździłam. Ale niestety robiłam wiele błędów. Między innymi miałam zatrzymać się w miejscu wyznaczonym od tak jeden z prostszych manewrów, które należy zrobić podczas egzaminu, a mi on nie wychodził. Za pierwszym razem źle zrozumiałam egzaminatora i myślałam, że każe mi się zatrzymać i zakończyć egzamin . po prostu myślałam, że źle coś zrobiłam. A mu chodziło o zatrzymanie się przed znakiem. Za drugim razem z tego co pamiętam zatrzymałam się przed znakiem zamiast obok. Ogólnie w inną stronę włączałam kierunkowskaz, a w inną jechałam, przejechałam przez linie. Ostatecznie oblałam na tym, ze kazał mi jechać na trzeci zjazd na rondzie, a ja go ominęłam i praktycznie zawróciłam. Oczywiście była druga próba, ale tym razem zamiast w trzeci w jechałam w drugi i w dodatku w drogę z zakazem przejazdu. Ten egzaminator był dość cierpliwy i miły, ale zniechęcił mnie do dalszych prób mówiąc, ze będzie mi ciężko zdać i lepiej nie narażać dziecka na stress… Tym razem nie poszłam zapisać się na kolejny egzamin. Ale po namowach Maraka zadzwoniłam do mojego instruktora i jak tylko był przy WORDZIE zapisał mnie na kolejny egzamin.

EGZAMIN nr. 4

Tym razem nie zdałam przy zawracaniu w bramie. Nie zwróciłam uwagi na samochody za mną i chciałam po wrzuceniu biegu wstecznego, który uparcie nie chciał mi się wrzucić. Od razu kontynuować zawracanie. Także pamiętajcie, zanim zaczniecie cofać, najpierw popatrzyć wrzucić kierunkowskaz wsteczny bieg i poczekać, aż wszyscy przejadą za tobą :)

EGZAMIN nr. 5

Jechałam dosyć długo bo prawie przy samym końcu został mi przerwany egzamin. Robiłam wiele błędów choć mniej niż za trzecim razem. Ale na samym początku jazdy przede mną zdarzyła się STŁUCZKA. Jechałam sobie spokojnie. Egzaminator kazał mi na najbliższym skrzyżowaniu skręcić w prawo. Przede mną było skrzyżowanie ze światłami. A wcześniej droga w prawo. Zastanawiałam się gdzie jechać. Ale ta droga przy której stanęłam była drogą zamkniętą, ale w czasie egzaminu tego stresu trudno racjonalnie myśleć i wszystko od razu wyłapać. W każdym bądź razie w tym miejscu były dwie drogi dojazdowe z lewej strony. Po jednej drodze jechał sobie powoli jakiś tam samochód, ale z drugiej bardzo szybko przeciąg mu drogę inny samochód. I to wszystko działo się ciut przed moim autem. Zobaczyłam, że odpadł zderzak samochodu. I przez chwile myślałam, ze jest to zderzak naszego samochodu. Na szczęście tak nie było. Ale od tej pory cała roztrzęsiona robiłam wiele błędów. I jakby nie było znowu miałam zatrzymać się obok lampy i zatrzymałam się przed lampą. Powtórzenie manewru: Otóż miałam zatrzymać się obok drzewa, a stanęłam pomiędzy drzewami. Ale nasz drogi pasażer powiedziała, ze dobrze, ze drzewa mają długie gałęzie i mi zalicza manewr. Nie zdałam podczas wyjazdu z jednokierunkowej na dwu…  Jest takie miejsce gdzie na krzyżówce krzaki zasłaniają widoczność. i sama nie wiedziałam  czy tam jeszcze coś jedzie, czy tez nie i chciałam niby jechać, niby tylko podjechać. Ale Jak ruszyła i zobaczyła dojeżdżający samochód za późno stanęłam, żeby ustąpić mu pierwszeństwa i musiał minąć mnie wjeżdżając na sąsiedni pas :( A już miałam wszystkie manewry za sobą tylko dojechać do WORDU.

EGZAMIN nr 6

Tym razem po paru dodatkowych lekcjach ( przed każdym egzaminem oprócz 3 miałam dodatkową jazdę) Miałam pewność, że się uda. Dostał mi się tym razem miły dziadziuś. Ale co  tego jak jadąc na taka wysepkę co mieliśmy zawsze na niej zawrócić. Tym razem kazał mi skręcić w prawo ominąć wysepkę i zawrócić w bramie. Ale co mogło pójść nie tak? Otóż jadąc sobie z powrotem nagle przypomniałam sobie, że zawsze na tą wysepkę okrążaliśmy i wyjeżdżaliśmy z drugiej strony. I chodź dobrze jechałam. Bo nawet był przede mną znak stop. Ale nie jeżdżąc nigdy w ten sposób spanikowałam. I chciałam odbić i objechać wysepkę. ale było już za późno i mogła tylko w nią wjechać. Nie wiem, czy zrozumieliście coś z tego bo trudno mi tą sytuacje dobrze wytłumaczyć. Ale ostatecznie można powiedzieć, że oblałam ponieważ chciałam wjechać w wysepkę :)

EGZAMIN nr. 7

Trafił mi się straszny i okropny egzaminator. Od początku czepiał się, ze jadę mało dynamicznie. Walał takimi teksatami jak Czy chce pani, abym przewał egzamin, albo Jak pani zgaśnie jeszcze jeden raz to pani przerwę egzamin.

Ostatecznie nie zdałam, gdy kazał mi wyprzedzić autobus na trasie z ograniczeniem do 70, a jechaliśmy 60. Próbowałam wyprzedzić na siłę. Powiedział mi, że jak nie miałam możliwości wykonania tego manewru to trzeba było z niego zrezygnować. I od tego egzaminu zaczęły się problemy z napinaniem się brzucha czy nawet bólami. Tak mnie ten egzaminator wyprowadził z równowagi. Nie mogłam przestać płakać…

EGZAMIN nr. 8

Na egzamin szłam ze łzami w oczach. Gdy czekałam, aż pan który ma mnie egzaminować skończy rozmawiać przez telefon. Inny egzaminator powiedział żeby sobie siadła za kierownicą nie musze w ty stanie stać i dodał, że jak nie zdam to mu myszy buty zjedzą :) Trochę mnie to rozluźniło. Gdy mój przestał rozmawiać zapytał się co się dzieje. Więc powiedziałam, że jakoś nie mogę tego zdać. Przez chwile ze mną porozmawiał. Powiedział, żebym spokojnie do tej jazdy podeszła i będzie dobrze. I faktycznie wszystko układało się idealnie. Nic się nie odzywał jeśli chodzi o błędy przejechałam całe miasto. I zawaliłam przy wyjeżdżaniu z parkingu. Zapatrzyłam się na znak z zakazem wjazdu. Skupiając się na tym, aby tam czasem nie wjechać. I za późno zaczęłam odbijać w lewo. Właśnie niestety za późno i puknęłabym w zaparkowane auto. W sumie nie zdałam bo nie potrafiłam ominąć stojącego samochodu :/

EGZAMIN nr. 9

Pierwszy i ostatni raz zawiózł mnie mój bat. I mówił, ze na pewno zdam. Co prawda przed każdym egzaminem to słyszałam :) Ale gdy usłyszałam, ze będę jechać autem nr 10. Czyli z Egzaminatorem z egzaminu nr. 7. Powtórzył mi się najgorszy z możliwych. Od razu stwierdziłam, ze już po mnie. Nie zdam z nim. Ale tym razem tak się nie czepiał mało mówił (na szczęście). I miałam tą samą sytuacje w tym samym miejscu jechałam za autobusem, ale tym razem nie kazał mi go wyprzedzać :) Dzięki Bogu :) Ręce mi się pociły denerwowałam się przy nim jak przy żadnym innym.  Ale się UDAŁO. Gdy widziałam z daleka WORD to modliłam się, aby nic złego się nie zdało. Bo moja kuzynka nie zdała przed samym WORDEM. Jak już wjechałam na plac, miałam zakończyć egzamin. odpięłam pas wyłączyłam silnik. I nie wiedziałam co dalej bo on dalej mówi proszę zakończyć egzamin wyłączyłam światła. A ten dalej niech pani spokojnie pomyśli.
I nagle olśnienie luz i ręczny. Ostatecznie najgorszy okazał się najlepszy bo ZDAŁAM, powiedział mi tylko, żebym jeździła bardziej dynamicznie i pewniej :) dał mi tą upragnioną kartkę.

Byłam tak uradowana, ze szczerzyłam przez cały dzień zęby :D Brat już nie mógł słuchać mojego trajkotania. W końcu WOLNOŚĆ :) Zero stresu, napięcia, myślenia…  Chciałabym jeszcze wiele napisać np. jak zawiadomiłam Marka o tym, ze zdałam, ale napisze to w osobnej notce. Bo ta zdaje się wyszła już bardzo długa.

Na koniec dodam tylko, że każdy egzamin pozwolił zwrócić mi uwagę na  błędy jakie robię i na co nie zwracam uwagi. To były bardzo dobre lekcje choć kosztowne. Bo każdy kolejny egzamin kosztował mnie 140 zł

Zdałam Prawko :)

Tak udało się za… UWAGA 9 razem. Ale się udało tak się cieszę :) Wydarzyło się to we wtorek 24 maja. Egzaminator którym jeździłam był jedynym który mi się powtórzył. I był najgorszy ze wszystkich. Ale jak to ktoś powiedział najgorszy okazał się najlepszy :)

Zastanawiałam się czy wszystko co na temat mojego kursu na prawo jazdy chciałabym wam przekazać zawrzeć w jednym poście czy jednak zrobić parę wpisów na ten temat. wybrałam drugą wersje, ponieważ było by za dużo czytania na raz. Teraz zastanawiam się czy napisać wam od początek kursu czy najpierw co wydarzyło się na egzaminach i wydaje mi się, że zacznę od egzaminów póki je jeszcze pamiętam :)

Mam nadzieję, że ta seria wpisów pomoże komuś kto jest w trakcie kursu bądź zdawania egzaminów. A może dopiero zastanawia się czy pójść zrobić Prawo jazdy i moje wspomnienia i rady pomogą w podjęciu decyzji :) Także oczekujcie wpisów

Ja jak na razie cieszę się, ze uwolniłam się od tego koszmarnego stresu. I mogę cieszyć się ciążą, dzieckiem ( które dzisiaj jest swoją drogą nieznośne ;P) i codziennością. Cieszę się, że jeden z moich głównych celi został osiągnięty :)

Dobrze, że już mam to za sobą ponieważ zaczęło robić się coraz gorzej. Zaczęłam źle się czuć. Stres źle działał na moją ciążę. I wiedziałam, że jak tego nie zdam w końcu będę musiała odpuścić. Przed każdym z tych paru ostatnich egzaminów, twierdziłam, ze jak już teraz nie zdam to odpuszczam. Ale zawsze działo się coś co zachęcało do kolejnej próby. Na szczęście mam to już za sobą i nic mi nie jest  z ciążą wszystko w porządku. Teraz zostało mi cieszyć się pokojem :) I czekać na dokument.

Dalej nie zdałam- koszmar…

Wyjechałam na miasto, tym razem udało mi się pokonać łuk. Ale wszystko źle szło. Robiłam błąd za błędem. Aż w końcu egzaminator musiał mnie przesadzić. Myliłam kierunkowskazy, mało pewnie jechałam, przejeżdżałam zjazd w który miałam wjechać. Nie wiem, szczerze mówiąc poddałam się nawet nie ustaliłam kolejnego egzaminu. Ale jutro ma to zrobić mój instruktor. Egzaminator doradził mi, żebym na razie odpuściła i najpierw urodziła i później na spokojnie zrobiła. Bo nie potrzebnie dziecko narażam na stres. Pewnie ma racje i trochę jeszcze pojeździła. Żebym praktyki złapała.  Ale Marek namówił mnie żebym jeszcze raz spróbowała. Trochę pojeździła z instruktorem i może się uda. Szczerze mówiąc mam już dość. To była 3 próba i jeździłam koło 30 minut. Nie chce się już stresować i żyć w tym stresie i myśląc o tym prawku. Chwilami żałuje, ze teraz zaczęłam.

Z jednej strony Marek, moja mama itd. mają racje, żeby się nie poddawać. Bo później wyjdę w tej wprawy, i będzie ciężej. Z drugiej ten facet miał racje wykańcza mnie ten stres… Chciałabym podejść do tego całkowicie na luzie… Ale chyba nie potrafię…

A taka ciekawostka z ciąży od 17 zaczęłam czuć ruchy dziecka :)

Prawo jazdy- tak blisko, a jednak tak daleko

W piątek 8 kwietnia miałam egzamin z Prawa jazdy. I niestety mi nie udało mi się zdać  :( Uwaliłam na łuku, który mi cały czas wychodzi, ale na egzaminie nie wiem stres chyba i nie wyszło. Koleżanka zdała. Cieszę się, że jej się udało. Ale nie ukrywam, że jej zazdroszczę. Przecież to nie jest dziwne też bym  chciałabym mieć to już z głowy i się nie denerwować. Gdy nie te nerwy to pewnie bym miało z głowy. Cały piątek przepłakałam w sobotę próbowałam pogodzić się z porażką. Ciężko było, ale dzisiaj jest już lepiej.

Byłam dzisiaj trochę na łuku. Marek się dziwi, ze nie zdałam, bo cały czas mi wychodzi. Ale trudno stało się. Następny mam 19 kwietnia. Może wtedy się uda. Ale boję się, ze egzaminator będzie surowy, albo coś mi znowu nie wyjdzie… Już zaczęłam to prawko, więc będę robić, aż uda się zdać.  Wiem, że ludzie po 10 razy zdają zanim się uda, ale to marne pocieszenie. Raczej gorzkie, bo jak sobie pomyślę, że może to się tak ciągnąć….

Nie wiem co zrobię do 19 muszę się czymś zająć. Zabić jakoś czas i nie myśleć o tym co by było gdyby i co będzie…

Cały czas mam w głowie jakby nie ten stres to bym zdała, czemu tak się zestresowałam, po co? dlaczego? Wiem, że teraz nic mi nie da rozpamiętywanie. Ale jednak cały piątek na tym spędziłam i sobotę. Dzisiaj na szczęście już jakoś mało o tym myślę i nawet beż łez powiadałam o egzaminie. Trzeba czekać na drugą próbę…

Pierwsza godzina za kółkiem

W poniedziałek, o to było wczoraj… Byłam na pierwszej jeździe jak już wam pisałam :) Postanowiłam zdać krótką relację z tego wydarzenia w moim życiu.

PRZECHODZĄC DO SEDNA

Jeździłam przez około godzinę. Najpierw po placu, a właściwie to bardziej bym powiedział, że po parkingu. Gdyż jeździłam koło zaparkowanych aut. Na początku instruktor powiedział mi co i jak z fotele, światłami, biegami itd. Po czym ruszyliśmy. Przez chwile tak jeździłam po tym hmm? parkingu? Po czym pan obok mnie stwierdził, ze mogę wyjechać na ulice. Moje myśli: On chce się zabić ? Życie mu nie miłe? Wyjechałam na te uliczny ruch i jeździłam uliczkami. Oczywiście kierunkowskazy mi się myliły. Ale prawdziwe trudności miałam na rondzie.

UŚMIECHAJĄCA SIĘ PANI

Pan instruktor: Zwolnij popatrz czy nic nie jedzie, włącz prawy kierunkowskaz DO GÓRY . I skręć w prawo. Mówił coś dalej ale ja już nie rozumiałam po czym wcisnął hamulec albo sprzęgło, a raczej to i to . Gdyż zwolniliśmy i się zatrzymaliśmy przed pasami. Po których chciała przejść pewna pani. Która mimo to, że chciałam może nie ją potrącić, ale przynajmniej zajechać jej drogę, to się do nas uśmiechnęła :) Ktoś mi może powiedzieć do jasnej…. kto wymyślił aby zaraz przy rondzie były pasy Praktycznie skręcasz w prawo i są pasy… 

MŁODZI NIEROZWAŻNI

Kolejna situacion. Jadę sobie L-ką dla podkreślenia na czerwono L-ką a tu wchodzą mi pod auto, znaczy przed auto młodzi, nierozważni, wolni, cieszący się życiem chłopacy. I co ja mam zrobić . Wydaje mi się, że wcisnęłam sprzęgło i trochę zwolniłam i w tym czasie zdążyli przejść. A może wcisnęłam na hamulec nie jestem pewna. Ale gdzie trzeba mieć głowę, żeby wchodzić przed auto, którym kieruje osoba nie mająca do tej pory nic z tym wspólnego… Ok, ktoś może zapytać A skąd mieli wiedzieć? Już mówię. A raczej pisze. Jechała L-ka jest duże prawdopodobieństwo, że osoba kierująca L-ką może nie potrafić prowadzić auta. Dziwne???

POZOSTAŁOŚCI

Po za tymi dwoma sytuacjami. To jeździłam zygzakiem, zgasło mi auto na skrzyżowaniu, mijałam przepraszam wyprzedzałam rowerzystę, przyspieszyłam na zakręcie, wjeżdżałam na przeciwny pas. Myślę, że poszło mi dobrze, nikogo nie zabiłam, nie trącnełam, nie spowodowałam kolizji, wypadku ani nic… :)

Kolejna jazda w czwartek o 14:00

Młoda mama zdaje prawo jazdy

WYKŁAD – NAUKA

Jak już wspominałam postanowiłam pójść na kurs. Jestem juz po drugim wykładzie. Na pierwszym, pomyślałam: Co ja tu w ogóle robię? Po drugim poczułam się pewniej. A wczoraj rano skorzystałam z płytki, która otrzymałam. I rozwiązałam dwa razy egzamin, za każdym razem otrzymałam zbyt małą liczbę punktów. Weszłam na bazę lekcji i tak przerobiłam 74 pytań z znaków ostrzegawczych, zrobiłam koło 4-5 błędów. W bazie lekcji mamy 32 działy, czyli zostało mi jeszcze 31… A także książka, która już czytam zostało mi dwa działy do końca. Ale wiadomo muszę ją przerobić jeszcze raz jak nie więcej… Nie wiem jak to zrobię czuję przesilenie organizmu… :)

JAK SIĘ TO ZACZĘŁO…

W zasadzie to nie planowałam zdawać prawa jazdy. Zawsze twierdziłam, że nigdy tego nie zrobię… ( co prawda był okres, gdy z pewna koleżanka gadałyśmy, ze razem byś,my poszły, ale na gadaniu się skończyło) Przed Nowym Rokiem spotkałam się z inna koleżanką, a ona wspomniała, że będzie robić. A ja pod wpływem chwili To ja ide z tobą. I to był początek decyzji, po nowym roku stwierdziłam, że biorę sprawy w swoje ręce i pierwsza do niej zadzwoniłam z zapytaniem czy idziemy. Mój b\rat umówił nas  z prowadzącym zajęcia, gdyż go zna. W czwartek tydzień temu poszliśmy na pierwsze zajęcia. Koszt to 1200 zł ale można płacić mu w ratach :)

CO NAJPIERW…

Na samym początku należy zrobić badania, zdjęcie i iść z tym do komunikacji. dostaje się wtedy jakby zezwolenie na robienie P. Jazdy przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Więc koszt badania to 200 zł Ja już mam to za sobą. Badanie wygląda w ten sposób,że wypełniasz ankietę w której  są zawarte pytania o wzrok, słuch zdrowie itp. Bardzo często na tym lekarze kończą. Ale w rzeczywistości powinni jeszcze mnie przebadać Tak jak w moim przypadku. Najpierw badanie na hmm? równowagę? nie wiem w każdym bądź razie polega na tym aby przy zamkniętych oczach dotykać palcami wskazującymi na zmianę nosa. Następnie przy zamkniętych oczach utrzymać równowagę na lewą, a później na prawej nodze. Osłuchuje ci płuca i ogląda nogi na tym konie. Jeszcze przed pielęgniarka sprawdza ci ciśnienie, robi ci badanie na cukier  sprawdza wzrok… Mi to zeszła w godzinę z czekaniem w kolejce.

Koszt zdjęć mnie zaskoczył myślałam, że zapłacę ok 25 zł a kosztowały 40 zł 8-O  Wszystko co miałam w portfelu….  Zdjęcia które robiłam to te tzw. 5 minutówki, które trwał y pół godziny…

Więc między czasie poszliśmy do  komunikacji tam zeszło szybko, wypełniasz wniosek oczywiście jak czegoś nie wiesz pytasz w informacji. Następnie idę po bilecik ( przynajmniej u nas tak jest) I czekam aż mnie wywołają. W tym czasie mama poszła mi po zdjęcia. Miałam małego stracha bo wywołali mnie dosyć szybko a mamy jeszcze nie było. ale na szczęście jak na zawołanie pojawiła się w drzwiach :) Dałam zdjęcie zezwolenie od lekarza, dowód. Chwile czekałam w poczekalni, aż mnie znów wywołają mnie. Dali mi nazwijmy to zezwoleniem na kurs ( nie wiem jak się to nazywa prawidłowo) No i koniec.

WYCHODNE

Dzisiaj idę na 16 znowu na wykłady. Wygląda na to, ze będę je miała dwa razy wtorki i w czwartki… Śmiałyśmy się z Amanda, że mamy wychodne dwa ray w tygodniu :) Które będą nas kosztować 1200 zł :) Nie wiem czy zdam, jeśli chodzi o jazdę autem to jestem w tym zielona. No ale próbować warto.

Na koniec dodam, że koleżanka powiedziała mi, że liczyła na to, że z nią pójdę. Gdybym ja nie chciała iść to by też nie  poszła…

Postanowienia na rok 2016

Zacznę od siebie, chce popracować nad swoim charakterem. Mniej się przejmować sprawami na które nie mam wpływu, być bardziej pozytywna osobą, bo ostatnio stwierdziłam, że cały czas myślę, że coś mi nie wyjdzie nie uda i to mnie tylko ogranicza. A także popracować nad swoją wyrozumiałością i cierpliwością.

Następne na mojej liście jest zapisanie się na prawo jazdy i mam zamiar zrobić to w następnym tygodniu. Więc trzymajcie kciuki

Chciałabym też napisać książkę już coś tam zaczęłam sobie bazgrolić takie zarysy tej książki.  I jak już jesteśmy w temacie książek powtarzam postanowienie z zeszłego roku przeczytam 50 książek w tym  10 konkretnych ( lista tych książek za niedługo na blogu) będzie mi trudniej biorąc pod uwagę, że będę się uczyć na prawko, ale mam nadzieje, że dam radę. Chciałabym też dokształcić się w pisaniu recenzji poczytać coś o tym. Wiem, ze te moje „recenzje” nie są jakieś wow, ale po prostu pisze co myślę na temat książki, ale chciałabym aby one były hmm? „Ładniej” napisane? Chyba tak to mogę nazwać.

Chciałabym także w okresie wiosenno letnim pojechać gdzieś zwiedzić jakieś miasto Wrocław, Kraków? Myślę także o basenie, albo o lodowisku na walentynki, ale nie wiem co z tego wyjdzie.

I w końcu wstawić tego zęba i  wyleczyć je wszystkie do końca…

Na mojej liście znalazły się także ćwiczenia, ale nie po to aby schudnąć bo tego nie potrzebuje. Raczej aby poprawić swoją kondycję no i nie ukrywam żeby moja sylwetka się poprawiła. Ale także po to, żeby poczuć się lepiej…

Chciałabym także zadbać o swoją przestrzeń żeby zawsze było wieczorem już posprzątane. Po prostu nauczyć się organizacji, żeby zawsze odkładać na miejsce rzeczy, wyrzucać papierki od razu do kosza itd. Aby wieczorkiem fajnie się czytało książki czy oglądało z mężem ciekawy film.

Nie mogłam ominąć wyszywania, pasji którą rok temu zaczęłam rozwijać. Mam nadzieję, że uda mi się udoskonalić ta umiejętność, nauczyć się także obramowywać obrazy, a także wyszyć przynajmniej dwa duże kolorowe obrazy.

Znów wracam do wcześniejszego roku i ponawiam postanowienie z hiszpańskim tym razem chciałabym przejść w aplikacji z hiszpański, o której pisałam Tu START i Pierwszą Lekcje.

Zrobić w końcu te napisy w ramkach

Kupić taki mały podręczny odkurzacz (przy dziecku by się przydał :))

I takie drobniejsze zakupy, czyli dokupić sobie lakiery z GOLDEN ROSE ( planuje zrobić o nich notkę) przydały by się jakieś szminki, no i kubki, chciałabym mieć kolekcje kubków a mam dopiero dwa.  I jakby nie było na książkoholika także kupić jakieś książki z listy książek, które bym chciała mieć  (Ale z tymi zakupami będzie różnie, gdyż na razie z finansowych wydatków najważniejsze dla mnie jest prawko i ten ząb jak już na to uzbieram to wtedy będę mogła wydać coś na przyjemności )

Przede wszystkim chciałabym nauczyć Szymka wielu rzeczy min. mówić (mówi już mama tata ale jeszcze widać, że nie do końca zna znaczenie, potrafi tez powiedzieć koło :) )Chciałabym też żeby jadł jak wcześniej bo teraz to ciężko z tym jedzeniem. Szukam właśnie owoców, które mu posmakują. A pomyśleć, że na wakacjach jadł każdy owoc BA! jadł wszystko co mu dałam a teraz… Przede wszystkim chciałabym wychować go na dobrego  człowieka. Ale to postanowienie na całe życie :)

Zapomniałabym. Mam nadzieje, że mój blog w tym roku rozwinie się, będę częściej pisać i pojawi się tu coraz więcej czytelników… takie ot małe  marzenie….

A wy macie swoją listę postanowień. A może postanowiliście nie robić postanowień?