Zdałam Prawko :)

Tak udało się za… UWAGA 9 razem. Ale się udało tak się cieszę :) Wydarzyło się to we wtorek 24 maja. Egzaminator którym jeździłam był jedynym który mi się powtórzył. I był najgorszy ze wszystkich. Ale jak to ktoś powiedział najgorszy okazał się najlepszy :)

Zastanawiałam się czy wszystko co na temat mojego kursu na prawo jazdy chciałabym wam przekazać zawrzeć w jednym poście czy jednak zrobić parę wpisów na ten temat. wybrałam drugą wersje, ponieważ było by za dużo czytania na raz. Teraz zastanawiam się czy napisać wam od początek kursu czy najpierw co wydarzyło się na egzaminach i wydaje mi się, że zacznę od egzaminów póki je jeszcze pamiętam :)

Mam nadzieję, że ta seria wpisów pomoże komuś kto jest w trakcie kursu bądź zdawania egzaminów. A może dopiero zastanawia się czy pójść zrobić Prawo jazdy i moje wspomnienia i rady pomogą w podjęciu decyzji :) Także oczekujcie wpisów

Ja jak na razie cieszę się, ze uwolniłam się od tego koszmarnego stresu. I mogę cieszyć się ciążą, dzieckiem ( które dzisiaj jest swoją drogą nieznośne ;P) i codziennością. Cieszę się, że jeden z moich głównych celi został osiągnięty :)

Dobrze, że już mam to za sobą ponieważ zaczęło robić się coraz gorzej. Zaczęłam źle się czuć. Stres źle działał na moją ciążę. I wiedziałam, że jak tego nie zdam w końcu będę musiała odpuścić. Przed każdym z tych paru ostatnich egzaminów, twierdziłam, ze jak już teraz nie zdam to odpuszczam. Ale zawsze działo się coś co zachęcało do kolejnej próby. Na szczęście mam to już za sobą i nic mi nie jest  z ciążą wszystko w porządku. Teraz zostało mi cieszyć się pokojem :) I czekać na dokument.

Nigdy się nie poddawaj / Mała rzecz, a cieszy :)

Są dwa tytuły, ponieważ nie mogłam się zdecydować, który wybrać :)

Teraz do rzeczy. W czwartek byłam w biedronce. Zobaczyłam fajna książkę pt. Dom róż, miałam ją wziąć, ale jakoś ją odłożyłam. Gdy byłam już w domu stwierdziłam, że chce mieć ta książkę. Napisałam do męża, aby wstąpił po drodze ją wziąć. Okazało się, że jej już nie ma :( Zajrzałam do internetu, okazało się, że ona kosztuje normalnie 30 zł, a w biedronce za 10 zł. Przeszła mi świetna okazja koło nosa.

Na drugi dzień moja mam jechała do lekarza, w mieście w którym znajduje się lekarz, są tez dwie biedronki. Moja kochana mama obiecała mi, że wstąpi popatrzeć za ta książką do obu biedronek. Ale niestety nie było jej tam. Napisałam do mojej koleżanki czy w pobliżu miejsca w którym mieszka znajduje się biedronka. Odpisała, że ma 5 km. więc nie mogła podejść, ale obiecała, że coś pokombinuje w najbliższych dniach. Napisałam także do kolegi, który mieszka w Warszawie i do kuzynki, która mieszka w pobliżu Lublina. I jak się okazało, jak ja przeczytałam od niej wiadomość brzmiącą „Kupiłam”. Miałam ochotę skakać, biegać, krzyczeć. Tak bardzo się cieszyłam i momentalnie mój humor uległ maksymalnej poprawie : (Happy:)) Oczywiście zaraz poinformowałam osoby, które chciały mi pomóc, że sprawa załatwiona. Żebym, czasami nie skończyła z dwoma egzemplarzami :) Poniedziałek, wtorek będę miała swoją upragniona książkę :) Yeah Ale się cieszę i oczywiście wszystkim bardzo, bardzo dziękuję za pomoc i chęci :) Uwielbiam was za to :)

Teraz już wiecie czego dotyczą oba tytuły. Naprawdę pokazałam sama sobie, że warto się nie poddawać :) Nie zrobiłam tego nie poddałam się i co i będę miała ta książkę. I choć to mała rzecz, ale cieszy :)